O Kowalskiej słów kilka…

Od czego by tu zacząć? Kowalska pracuje, sprząta, pierze, gotuje i dzieci wychowuje. Pracuje elastycznie.

Sprząta. Ciągle sprząta, a i tak nie ma posprzątane. Nie dlatego, że nie lubi mieć czysto. Lubi i to bardzo, ale kiedy ma się takie obłożenie domu żywymi istotami, które brudzą, jest to syzyfowa praca.

Pierze, oj pierze. Pralka, nie Kowalska. Za to kilka razy dziennie. Nie ma takiego momentu, żeby nie było czegoś do uprania.

Gotuje. Jak ma wenę to bardzo dużo pichci. Przeważnie jednak natchnienia brak i Kowalska gotuje, bo musi, bo dzieci… a nie dlatego, że chce. Z miłości do gotowania, która dawno temu zaczęła się budzić w Kowalskiej, bardzo skutecznie wyleczyła ją rodzina, przymus codziennego stania przy garach, wybredność potomstwa, rutyna i tak dalej. Powoli jednak Dzieci stają się coraz ciekawsze nowych smaków, więc pojawiła się iskierka nadziei, że może zamiłowanie wróci.

Wychowuje dzieci. Troje. Juniora, Smyka i Gwiazdkę. Tu nie ma miejsca na rutynę, zmęczenie materiału, robienie czegoś po łebkach… Kowalska się zatem stara, z różnym skutkiem, ale sumienie w tej kwestii ma przeważnie czyste (chociaż używane ;)).

I jakby ogólnie przestrzeni życiowej było Kowalskiej za dużo, ma jeszcze Kowalska kota Szamana, dwie kotki Posypkę i Maskotkę oraz dwie suczki Frotkę i Spinkę. Wszystkie zwierzaki są z “odzysku”.

Ma też Kowalska czasem ochotę wyżyć się artystycznie, chociaż talentem nie grzeszy. Ale co tam, czasem wystarczy solidna rzemieślnicza praca i trochę samokrytyki.

Ma Kowalska wszystko, czego jej do szczęścia potrzeba, z wyjątkiem czasu.