Gdy znika kot

U Kowalskich koty są, bo są. Bo tak wyszło. Łażą, włażą, wskakują, miauczą, jedzą, śpią, zajmują miejsce. Kochane czasem, wkurzające częściej. I nagle przychodzi moment, że coś się “zadzieje” i kot nie wraca. I niby nadal pełna chata, ale jakoś tak brakuje czegoś. I wtedy zaczynasz sobie dawać sprawę, że każdy z trzech kotów Kowalskich ma zupełnie inne zachowania, do których chcąc, czy nie, przyzwyczajasz się. I te zachowania stają się częścią codziennej rutyny. Nawet nie zauważasz czynności, które wykonywane są już z automatu niejako.

I chociaż nadal dwa koty na głowie, tego trzeciego wyraźnie brak. Z każdą godziną, co dziwniejsze. A im dłużej go nie ma, tym straszniejsze wizje jego losu, w głowie.

No, ale znalazł się. Po czterech dniach. Brudny, śmierdzący, nieziemsko głodny i nieziemsko zmęczony. I wszyscy poczuli ulgę. Zadziwiające, że 2,5 kilo sierściucha może zrobić taką wielką lukę zaginięciem. Ale już jest. Śpi z przerwami na jedzenie. A w głowie Kowalskiej i reszty jakoś tak pogodniej i luźniej.

Podziel się tym z innymi 🙂

Dodaj komentarz