Byle do wiosny

Lato w tym roku było niesamowite. Długie i upalne. Trudno ocenić nawet czy to dobrze, czy to źle. Punkt widzenia zależy od miejsca siedzenia. Kiedy jeździsz klimatyzowanym autkiem, gdzie chcesz i tylko wtedy, kiedy chcesz, jest super. Ale kiedy musisz do pracy, codziennie, bez względu na temperaturę na zewnątrz i stan opuchnięcia Twoich kończyn, już tak fajnie nie jest. No, ale było – minęło. Zobaczymy co w tym roku pogoda odstawi.

Póki co mamy sezon grypowy lub, w lżejszych przypadkach – przeziębieniowy. Były ataki zimy,  niewiele, ale męczące. Był siarczysty mróz, nieprzejezdne drogi. A teraz przyszła aura “ni taka, ni siaka”, czyli idealna pora na gile i kaszel.

Wydawać by się mogło, że już wiosna zaraz. W zeszłym tygodniu zapowiadali ocieplenie, brak wiatru, cieplutki, jak na tą porę roku, weekend. I co? I guzik. Weekend mokry, wietrzny, nieprzyjazny ogółem. Przynajmniej tu, w Obrzydłówku i okolicach. Niektórzy twierdzili nawet, że już po zimie, że coraz cieplej i pach, wiosna w pełnym rozkwicie.

No owszem, temperatury dodatnie, śnieg w ogródku stopniał i wyłoniły się pierwsze… kupy psie. W ilości zastraszającej. Trzeba trochę przy nich pokicać i pozbierać, ale rozmokłe to jakieś i zniechęcające. Nie wiadomo w sumie, czemu zima tak na psy działa, że mimo niemal identycznej aktywności poza domowej (znaczy spacerów) i tak sr..ą w ogródku, w stopniu znacznym. Latem jakoś nie tak. Pojedynczy jakiś “wypadek”, nie więcej niż raz na tydzień.

Ale spokojnie. Wracają opady deszczu i śniegu… przykryją. Można się jeszcze polenić. Przynajmniej w tym temacie.

Podziel się tym z innymi 🙂

Dodaj komentarz