Podsumowanie i koreczki

Sylwestra. Dzieci nigdzie nie wychodzą jeszcze. Kowalscy nigdzie nie wychodzą już. A czas jakoś sobie zająć trzeba.

Dlaczego Kowalscy nie chadzają na bale? Ano zawsze było coś. A to dzieci za małe, żeby je gdzieś upchnąć, a to zasmarkane czy kaszlące. Czasem coś w domu zorganizowali z Przyjaciółmi i dla Przyjaciół, a czasem nie udało się dogadać. Innym razem szkoda pieniędzy, bo kredyt i wykańczanie domu. A teraz po prostu się nie chce wychodzić, bo trzeba by znaleźć opiekę na ten czas dla Dzieciaczków i Zwierzaczków.

Z drugiej strony zdaje się, że Kowalskie Potomstwo ceni sobie ten wspólnie spędzony czas, z koreczkami i dziecięcym szampanem.

Koreczkami – no właśnie.

Tradycją się już zaczyna stawać, że zasiadają wszyscy przy stole i robią koreczki z różnych składników. Każdy według swego gustu.

No nie jest to “szybkie danie”. Zdecydowanie nie jest. Chyba, że robisz jeden rodzaj, w niewielkiej ilości, jako dodatek do innych smakołyków. Efektowny i owszem, bo cokolwiek ze sobą połączysz, wygląda ładnie.

Niestety u Kowalskich koreczki urosły do rangi sylwestrowego dania głównego, także prawie 3 godziny roboty. Dość chyba powiedzieć, że do tej “potrawy” tym razem zużyto prawie kilogram żółtego sera. I nie był to składnik wszystkich koreczków.

Dzieci nie mogą się powstrzymać, żeby sobie jakoś nie urozmaicić tego nadziewania, więc powstają żołnierze, roboty, królowie i takie tam twory warzywno – serowo – wykałaczkowe, których pod żadnym pozorem nie wolno ot, tak sobie pożreć.

Kiedyś trzeba będzie zebrać wszystkie najciekawsze połączenia smakowe i je gdzieś spisać. Najfajniejsze są te najprostsze. Ser typu Brie lub Camembert i winogrona. Mozzarella, pomidorek koktajlowy i świeża bazylia.

Z kolei bardzo ładnie wyglądają koreczki “pszczółki”, gdzie łączy się naprzemiennie okrągły, cienki plasterek żółtego sera z takim samym plasterkiem czarnej oliwki, ale niestety podniebienia nie rozpieszcza. Za to bardzo intensywne w smaku są koreczki z anchois, kaparem, pumperniklem i jabłkiem skropionym cytryną.

W tym roku okazało się, że apetyt jest na tyle wielki, że koreczki zdecydowanie nie wystarczą a nawet, że grozi im zeżarcie przed “imprezą właściwą”. Zatem padło na szybką pizzę. Domową, żeby nie było.

A potem przyszedł czas na podsumowanie roku. I wiecie co? Oprócz baaardzo intensywnych wakacji, ten rok był cudownie nudny. Nie wydarzyło się niemal nic emocjonującego, a już na pewno nic nieprzyjemnego.Nikt nie umarł, nikt się nie rozchorował, nikogo nie operowano. Znakomicie wręcz 🙂

Z rzeczy wartych wspomnienia, w kolejności chronologicznej:

1. Kowalskiej minęło to coś, co powodowało, że jej własny układ odpornościowy próbował ją wykończyć, a przynajmniej to coś nie daje o sobie znać od pół roku (odpukać).

2. Dzięki wyżej wymienionemu możliwe były intensywne wakacje z Dzieciakami, polegające głównie na zwiedzaniu różnych zakamarków Mazur i Podlasia. Podziękować też trzeba komuś kto wymyślił Google Maps, bo z papierową mapą i kiepską orientacją w terenie nie byłaby w stanie Kowalska wybrać się w taki “rejs” tylko z dziećmi. W sensie, bez jakiejś drugiej dorosłej osoby, która ma pojęcie dokąd jadą.

3. Wujek Tukan, brat Kowalskiej, ustatkował się 💕.

4. Kowalska z Kowalątkami znalazła w drodze psa, a właściwie suczkę, i takim sposobem od lipca mieszka z nimi Spinka. Kowalski jakoś się z tym pogodził.

5. Gwiazdka poszła do pierwszej klasy i przeżyła 🙂

Ogólnie zatem bardzo miły rok. Oby ten kolejny okazał się równie spokojny.

 

Wszystkiego najfajniejszego w 2019 roku!

 

Podziel się tym z innymi 🙂

Dodaj komentarz