Żadnych postanowień

Jest jakiś taki wewnętrzny przymus do składania obietnic w okolicach Sylwestra, że od 1 stycznia coś się zmieni. W myśl zasady “Nowy rok, nowa/y ja” obiecujemy sobie, że zdrowszy tryb życia, że dieta jakaś będzie, że rzucimy używki, że zaczniemy czytać więcej, że samokształcenie jakieś, że kultury trochę, że coś tam i coś tam i coś tam. W rezultacie w okolicach grudnia tego nowego roku, który stał się starym, jesteśmy bardzo z siebie niezadowoleni, albo wręcz sfrustrowani. Co roku klapa, i co roku nabieramy się na to, że tym razem to…

Potrzeba zmian występuje wtedy, gdy nie jesteśmy zadowoleni z siebie i otoczenia. A z jakiegoś powodu przeważnie nie jesteśmy zadowoleni. Nie dlatego, że to nasza polska przypadłość. Powód jest zupełnie prozaiczny. Mamy marzenia a nie cele. Nigdzie i do niczego nie dążymy świadomie. Tylko chcemy, żeby coś się zmieniło, ale nie robimy nic w tym kierunku.

Jednak cele też powinny być realne. I wtedy, małymi kroczkami, można do czegoś dążyć. Nie trzeba w tym miejscu się rozpisywać jak do tego podejść, bo powstało mnóstwo przewodników, opracowań, badań i innych takich tam rzeczy, które mają nam pomóc osiągnąć cel. Realny.

Bo trzeba odgraniczyć marzenia i fantazje od rzeczywistych możliwości.

Chciałabym zostać sławną piosenkarką. To nic, że nie mam słuchu i fałszuję nawet przy “Wlazł kotek”.

Eh, tak chciałabym być taką filigranową babeczką. One zawsze wyglądają młodziutko i słodko. To nic, że mam 180 wzrostu i grubą kość.

Kowalska na ten rok nie ma żadnych postanowień. Najmniejszych nawet. Ani dietetycznych, ani zmienno-życio-stylowych, ani lekturowych, ani samorozwojowych. Żadnych.

Nie. To nie tak, że Kowalska postanowiła cały okrągły rok kompletnie nic nie robić ze sobą, z innymi, dla siebie, dla innych. Tyle, że nie są to postanowienia, ani obietnice. To jest po prostu plan!

 

Photo by brettneilson on Visualhunt.com / CC BY

Podziel się tym z innymi 🙂

Dodaj komentarz