Szlaczki, szlaczki

Iiiii entuzjazm odleciał.

Gdy się tak zastanowić, Kowalska nie zna osób, które nie czekają na początek roku szkolnego z niecierpliwością. I dorośli, i dzieci. Rodzicie, bo jakoś spokojniej siedzi się w pracy, wiedząc, że pociecha ma jakoś zorganizowany czas, do południa. A dzieci? Z jednej strony, bo już trochę nudno, z drugiej strony, do kolegów tęskno, a z trzeciej, bo ciekawe są co nowego.

Szybko jednak wszystkich entuzjazm opuszcza. Mniej więcej tak przy pierwszej, drugiej pracy domowej. Smyk grzebie w zeszytach z ociąganiem. Przerasta go nawet zrobienie strony tytułowej. Gwiazdka leży na szlaczku do dokończenia i jojczy, że tak duuuużo jej zadano. Kowalska siedzi nad nimi z kubkiem kawy i zaciska zęby. Powinna, zamiast kawy, zrobić sobie jakąś melisę, czy coś innego, działającego odprężająco.

Poranki też nie należą do najprzyjemniejszych. Co to jest, że gdy wolne, Dzieci bezproblemowo wstają bladym świtem, a kiedy trzeba, zaprzęgasz konie do ściągania ich z łóżek? I tak dzień za dniem. Dzień za dniem. Śniadanie, kanapka, obiad, praca domowa… Po dwóch tygodniach masz wrażenie, że nie było żadnych wakacji. Że od wieków nieprzerwanie wykonujesz te rutynowe czynności.

Smyk już przyniósł ze szkoły pierwsze stopnie, i pierwszy katar.

Kowalska pociesza się, że jeszcze chwila i wpadnie we właściwy rytm, że będzie wykonywać różne czynności rutynowo, że będzie łatwiej się zorganizować. Dzieci się nie pocieszają. Dzieci ślęczą nad zeszytami i doskonalą umiejętności grafomotoryczne.

No nic. Do wakacji jeszcze tylko 277 dni.

 

Podziel się tym z innymi 🙂

Dodaj komentarz