Matka bez zainteresowań

Czy rzeczywiście jest tak, jak mawiają ci, który nie maja dzieci, że gdy Kobieta zostaje Matką, nie ma już żadnych zainteresowań? Kowalska osobiście nie zna takich “Posiadaczek potomstwa”, które niczym się nie interesują. Owszem, kiedy dom jest pełen Berbeci, hobby jako takie schodzi na dalszy plan, a nawet może chwilowo zaniknąć z braku wolnego czasu. Nie oznacza to jednak braku jakichkolwiek zainteresowań. Wręcz śmiało można powiedzieć, że pojawienie się Potomstwa znacznie poszerza krąg rzeczy, którymi interesuje się Kobieta.

Zaczyna się niewinnie, od diety. Swojej i Dziecka. Jeśli karmi się piersią trzeba uważać na to, co się spożywa. Rzadko która Mama może sobie w początkowej fazie pozwolić na jedzenie wszystkiego w dowolnej ilości. Dochodzi do tego obserwacja konsystencji kupy, wagi Potomka, stanu skóry, nastrojów niemowlęcych. Porównujemy menu swoje z jadłospisem koleżanek w podobnej sytuacji. Zauważamy różnice i niuanse. Wiemy już co mały brzuszek dobrze toleruje, a co powoduje kłopoty.  Wykształca się nam silna wola. Te czereśnie tak się na nas gapią, tak do nas wołają, tak nas kuszą “zjedz mnie”. Ale nie. Ostatnio złamałyśmy się i dwie noce dreptałyśmy po korytarzu w te i na zad z drącym się Maluchem z powodu kolki. A my tak lubimy pospać. Także nie, drogie czereśnie, śliczne jesteście, smakowite i pięknie pachnące, ale dzięki. Innym razem.

I tak niepostrzeżenie staje się Kobieta specjalistką od diety Matki karmiącej.

Potem przychodzi czas na rozszerzanie diety Maluszka. I nawet jeśli karmimy “słoiczkami”, też musimy poświęcać uwagę składowi i reakcjom małego organizmu. Można też powoli zacząć myśleć o swoim powrocie do formy. Śledzimy zatem Internet w poszukiwaniu diet, które pomogą nam zrzucić kilka kilo, a jednocześnie dostarczą różnych niezbędnych składników, co by nam przez czas karmienia zęby nie wypadły z niedoborów…

I przychodzi czas, że wreszcie, albo niestety, to co jest na naszym talerzu nie jest już istotne dla naszego Dziecka. Za to zaczyna być istotne co znajduje się w miseczce czy innym plastikowym naczyniu Potomka. A tu schody. Bo tego nie lubi, to źle wygląda, tamto nieciekawie pachnie, siamto kolor ma niewłaściwy. I wznoś się na wyżyny kreatywności, i kombinuj.

Przy drugim Dziecku jesteśmy już w stanie pogodzić się z myślą, że Bobas przez tydzień może jeść tylko owoce i nie umiera. Przy trzecim i kolejnym mamy już totalny luz. Miesiąc na samych serkach i chlebku? No trudno.

Ale przy pierwszym Bobasie – ojoj. Matka zmienia się w kucharkę z fantazją.

Te kanapeczki robiła dobra wróżka i będzie jej bardzo przykro jeśli nie znikną.

To z kolei są kosmiczne pulpeciki, no zobacz, że mają kształt planet.

A to zupka zimowa. To nie koperek, to młodziutka choinka. A ta marchewka to fragmenty magicznej szaty Mikołaja. Nie, to nie kurczak, to kawałki renifera 😉

Matka – kucharka tworzy też istne dzieła sztuki na talerzu Dziecka. Kalafior to chmurka, kotlecik – burta statku, fasolki ułożą się w maszt.

Dzieci też chorują, zatem Matka zaczyna być domorosłym internistą. Po jakimś czasie wie, że ten kaszelek nie zabija, ale jeśli przy okazji wiatr nadmucha w uszy, będzie przewlekle leczenie. Odkrywa też taką prawidłowość, że jeśli w weekend było załamanie pogody, to na stówę, któryś z przedszkolaków się przeziębi, a że choroba taka zwykle rozwija się w trzy dni, to w poniedziałek przyjdzie do placówki wyglądający jeszcze zdrowo, ale już zarażający, Bartuś, który na stówę rozłoży się w okolicach środy. Zatem Twoje Dziecko będzie chore od piątku. Czyli weekend masz z głowy jak nic. Ale Matka już wie, jak temu zapobiegać.

Ciąg dalszy nastąpi 🙂

 

Zdjęcie Zwykła Kowalska

Podziel się tym z innymi 🙂

Dodaj komentarz