Szkoła kontra pogoda

Kiedy Dzieci zaczynają chodzić do szkoły, nie tylko one się uczą. Dorosły też nabywa nowych doświadczeń. Niby przechodził przez to samo, niby uczył się tych samych rzeczy, ale nagle wszystko jest nowe i niespodziewane. Dorosła Kowalska musi na nowo ogarnąć jak się uczyć, kiedy się uczyć, a co gorsza, ponosić konsekwencje pokładania zbytniej wiary w dobre chęci Dzieci.

A jeszcze taka słoneczna pogoda dobitnie wpływa na brak chęci do nauki czegokolwiek. Gwiazdka przyniesie jakieś ćwiczenia do nadrobienia i siadłaby może, i zrobiła, ale taka ładna pogoda… Smyk z kolei wszystko zostawiłby na wieczór. Bo rower, bo huśtawka, bo chętny na spacer z psem. Tyle, że jakoś potem siły nie ma, oczy się same zamykają, w głowie nic zostać nie chce. A tu tak mało czasu do końca roku.

No, ale siadają wreszcie. Smyk z jednej strony stołu, Kowalska po drugiej a Gwiazdka po przekątnej. Odrabianie lekcji przypomina do złudzenia próby zagonienia wszystkich spać o określonej porze. “Pisz. Co tam robisz?” Głaszcze kota. “Czytaj. Na głos czytaj, żebym też wiedziała, o co chodzi”. “Mamo, ale ja w myślach czytam szybciej”.

Może i szybciej, ale potem Mama musi jeszcze raz sama przeczytać i czas się jednak wydłuża. “Późno już. Pisz. Ładnie pisz. Zeszyt na środku ciała.”

No to zadzierają koszulki do góry, by odnaleźć ów środek ciała. “Co robicie?” “No patrzę, gdzie mam środek”.

Pić, jeść, siku, zapomniałem czegoś, zaraz wracam, ręce muszę umyć, stopa swędzi, coś lata, kot pod stołem zaczepia, w paznokciu grzebie, w ucho się drapie, nos smarka, pije, sika, coś by jedno przekąsiło, zatem drugie też.

Kowalska podparła się czołem o stół. Czeka. Czeka i czuje, że wzbiera w niej złość i ogromna ochota, żeby wydrzeć ryja i wszystkich postawić do pionu. Wie jednak, że nie może, że nie powinna, bo to tylko wydłuży czas oczekiwania na mobilizację. Takie wrażliwe ma dzieci. A zegar tyka. I perspektywa lektury wciągającej książki oddala się i oddala. I już nie ma złości. Już jest rezygnacja.

Gwiazdka skończyła. Poszła spać. Smyk ślęczy nad zadaniem. Dobra. Wreszcie wszystko. Jest prawie dwudziesta druga. “To chodź, spakujemy się i spać”. Krzyczeć nie można. Bo czyja to wina, że dzieciak usiadł do lekcji za późno. Ano Matki wina. Nie pogoniła wcześniej. Pozwoliła skorzystać z cholernej pięknej pogody, to teraz ma.

Pakują się. Nagle Smyk robi wielkie, okrągłe oczy. Kowalska czuje, że rośnie w niej przerażenie. “Co?” Ano trzeba opisać jeszcze na kartce A3 lekturę dodatkową i zrobić do tego ilustrację. “Na kiedy?” “Na przedwczoraj, Mamo”.

Kowalska zamyka oczy, przeciąga dłońmi po twarzy głośno wypuszczając powietrze.

I co tu robić?

Mogłaby powiedzieć, że trudno, że czas spać, że trzeba ponieść konsekwencje zapominalstwa i dostać “pałę”. Ale czuje blokadę, przed takim rozwiązaniem.

Smyk patrzy na Matkę. “Masz mnie już dosyć, wiem”

Ot, wymyślił. Siebie Kowalska ma dosyć. Bo gdzieś tam w głowie pojawia się przebłysk, że coś tam Dziecko mówiło o tym zadaniu, z tydzień temu. A Kowalska, zajęta jakąś czynnością, mruknęła tylko w odpowiedzi. Czyli jakby przejęła odpowiedzialność za pamiętanie o wypracowaniu. Ale nie przejęła, bo jednym uchem wpadło, drugim wypadło. Powinna przyjąć do wiadomości i świadomości i ustalić wraz z Synem termin, w którym pochylą się nad tą pracą. Nie zrobiła tego jednak. I teraz oboje ponoszą “naturalną konsekwencję”. Ślęczą, myślą, a jutro oboje rano będą przypominać Zombie.

Ale wpadła szóstka. Także warto było.

 

 

Photo on Foter.com

Podziel się tym z innymi 🙂

Dodaj komentarz