Pogoda

Zaczęło się. Przepięknej pogodzie zawsze towarzyszą wyrzuty sumienia. U Kowalskiej. Inni pewnie są normalni i normalnie do sprawy podchodzą. Kowalska natomiast ma od dziecka jakiś syndrom pięknej pogody. Jak tylko słońce zaczyna mocniej przygrzewać, w miejscu usiedzieć nie może. A tym bardziej w zamknięciu. I w szkole to przeszkadzało, i w pracy, i w domu.

W domu sporo roboty, ale i na podwórku sporo do zdziałania. No to zacznijmy coś w domu… ale pogoda taka piękna… To może jednak coś w ogródku pogrzebie. No ale może najpierw kawa. Kawa na świeżym powietrzu.

Siadła Kowalska na murku i pije. A tu jakiś chwast w oczy kłuje, trzeba usunąć. W jednej ręce kubas z kawą, drugą Kowalska się szarpie z rośliną. Cudaczna pozycja, kiedy jeszcze nogami trzeba równowagę łapać. W efekcie – pełno paprochów w kawie, a chwast dalej w ziemi.

Dobra, robota sama się nie zrobi. Grabi, przesadza, kopie, zasadza. Suczka towarzyszy, a jakże. Też coś kopie, grabi, przesadza. Kowalska stara się psa czymś zająć, bezskutecznie.

Kot przyszedł, japę drze. O co chodzi? No głodny przecież. Not o idźże sobie coś upoluj. Nie poszedł. Dalej stoi i japę drze. Tyle, że coraz głośniej.

Podreptała Kowalska nakarmić kota, co by się odczepił.

Wróciła do ogródka. Działa zawzięcie. Drugi kot przyszedł. Co? Też jeść. Okazuje się, że nie. Że na pieszczoty naszło. A Frotka tymczasem najładniejszy bluszcz w zębach gdzieś niesie.

Nie, nie da się tak działać. Za gorąco, i za wkurzająco. Zamknęłaby zwierzaki w domu i zrobiła, co jest do zrobienia. Ale pogoda taka, że sumienia nie ma. I siły.

To może w takim razie z psem do lasu.

Poszła. W lesie zaduch totalny, najmniejszego podmuchu. Wróciła zziajana tak samo jak pies. Średnia przyjemność.

To może jednak w domu coś porobi.

Zabiera się za sprzątanie. Co mopem ruszy, to kolejny kot zza rogu wyskakuje i jedzie na szmacie. Albo robi śliiizg w kupkę śmieci. No coś Kowalską zaraz strzeli.

Jejku no, ale takie słońce cudowne. Na pewno w cieniu też się da coś znaleźć do dłubania. Wyszła.

A która to godzina? Kurde! Obiad trzeba wstawić, bo Dzieci niedługo kończą szkołę. Leci zatem Kowalska do kuchni, kroi, gotuje, miesza. Po Dzieciaki trzeba lecieć.

A jak już Potomstwo w domu, a godzina jeszcze młoda, to trzeba ich namówić na jakąś aktywność poza domem.

A potem lekcje, kolacja, lekcje. I tak dzień się kończy.

W efekcie ani w domu, ani poza, Kowalska żadnej roboty nie zrobiła od początku do końca. Ale i pies i Dzieciaki wybiegane. A Kowalska może zasnąć spokojnie.

Znaczy mogłaby, gdyby nie przypomniała sobie, że pranie nie wywieszone, spaghetii nie w lodówce i takie tam różne…

Podziel się tym z innymi 🙂

Dodaj komentarz