Czwarta klasa

Najpierw pojawia się problem z pierwszą klasą. Obecnie dzieciaki w zerówkach są przygotowywane całkiem solidnie do nauki w szkole. Młoda uczy się pisać i czytać, dzielić na głoski, liczb, dodawać, odejmować – przyszłość w podstawówce rysowałaby się zatem całkiem świetliście, gdyby nie taki drobiazg, jak niechęć Gwiazdki do odrabiania zadanych rzeczy. Ludzie, ile trzeba się naprosić, nagadać. A ile wtedy Dziewczę ma innych ciekawych rzeczy do wykonania w tej właśnie chwili. Za czasów zerówki Smyka było coś takiego, jak przygotowanie do nauki czytania i pisania, ale bez literek. A jeszcze dodatkowo Smyk został poniekąd zmuszony do pójścia do pierwszej klasy jako sześciolatek. Kompletnie nieprzygotowany.

Ale pierwsza klasa jakoś mija i dalej jest już spokojniej. Można lekko wyluzować, rzadziej zaglądać w zeszyty. W szatni wisi tablica, na której Wychowawczyni umieszcza kartki i karteluszki, dzięki którym wiesz na czym stoisz. W dzienniczku też jakieś wklejki, że sprawdzian, że wycieczka, że coś tam przynieść trzeba. Generalnie sprawa ogarnięta.

A potem czwarta klasa i się zaczyna. Najpierw niewinnie, tu czegoś nie zrobił, tam czegoś nie zdążył, tu nie zapisał. Dowiadujesz się bladym świtem, że jakąś kaczuszkę trzeba na dziś, z materiału, najlepiej żółtego… Że wczoraj był sprawdzian, o którym nie wiedział. I Ty też nie. A czemu nie wiedzieliście? Przecież dział się skończył. Można się domyślić. No tak, komu się dział skończył, temu się skończył. A Smykowi na przykład się nie skończył, ani w zeszycie, ani w ćwiczeniach. Bo nie zdążył zaznaczyć pracy domowej, a potem zamiast pisać na bieżąco, nadrabiał zaległości.

A im bliżej końca roku, tym więcej do roboty. Siedzisz, sprawdzasz, pilnujesz i ciągle coś nowego. Co Kowalska taka zdziwiona, przecież z Juniorem powinna już to przerobić? Ale ze starszym Synem sprawa wyglądała inaczej. Był kiepski z historii, Kowalska powiedziała “Junior weź się weź”. I Junior się wziął.Trochę początkowo Mama pomogła, trochę popchała we właściwym kierunku. I obecnie Junior bierze udział w konkursach historycznych i z własnej, nieprzymuszonej woli zapisał się na kółko historyczne.

Smyk ma zupełnie inny charakter. Z nim trzeba się przysiąść. Czasem do północy nawet. A i tak za trzy dni okazuje się, że coś zostało niedopatrzone. Nie to, że tuman jakiś. Jeśli już w ogóle usiądzie do lekcji, łapie w lot, ale zmusić go do nauki…

Na szczęście koniec roku zbliża się wielkimi krokami. Kowalska czeka na wakacje, jak dziecko. I jak dziecko obiecuje sobie, że w następnym roku będą się uczyć od samego początku, systematycznie, że nie będą odkładali niczego na później… O matko, jak do złudzenia przypomina to czasy podstawówki samej Kowalskiej, wobec czego nawet się porządnie wku… Matka nie może.

Podziel się tym z innymi 🙂

Dodaj komentarz