Tradycja Kowalskich

Westchnąć by się chciało na wstępie, ale już któryś wpis tak się zaczynał, od zrezygnowanego “eh”. Zatem zacznie Kowalska inaczej.

Jak zwykle w miarę wdrażania się w życie rodzinne i macierzyństwo, Kowalska próbowała zadbać o jakąś tradycję, czy chociaż miłe wspomnienia świąteczne. Żeby kiedyś, duże już Kowalskie Dzieci siadały i mówiły: “A u nas na święta, to zawsze…”.

Z Bożym Narodzeniem sprawa łatwiejsza. Choinka, pierniczki, listy do Mikołaja. Też nie do końca jest tak, jakby się chciało, ale zawsze coś tam przypomina o tych świętach. Z dekoracjami też sensowniej wychodzi, bo dłużej mogą zdobić chałupę.

A Wielkanoc to tylko dwa dni. Znaczy można już pierwszego dnia wiosny zacząć przystrajać, ale najpierw trzeba posprzątać przecież. A przy Dzieciakach i Zwierzakach jakoś nie idzie ani porządnie ogarnąć, ani tym bardziej tego ładu utrzymać. W sumie przy okazji Bożego Narodzenia też ten problem istnieje, ale jakoś mniej widać brak porządku i łatwiej wprowadzić “atmosferę”.

Ale fajnie byłoby mieć jakieś Wielkanocne tradycje? No fajnie. To co? To może malowanie jajek? Na “święconkę” kilka sztuk chociaż. Ktoś chętny. No jasne.

Pierwszy raz malowanie nastąpiło, kiedy jeszcze Junior był mały, a pozostała Dwójka była, powiedzmy, w planach. Wziął Junior jajo. I zjadł Junior jajo.

Drugie próbował namaczać w barwniku spożywczym. Wszystko nabrało koloru, z wyjątkiem skorupki. Kowalska pomogła. Junior malowanych jajek do gęby nie wziął, bo białko było pstrokate, więc “be”.

Tak pojawił się pomysł zaczerpnięcia z obcej tradycji. Wręczono Dziecięciu koszyczek i szukaj czekoladowych jaj. Chwyciło.

Problem pojawił się wraz z Bratem, a raczej osiągnięciem przez Smyka wieku, w którym był zdolny zrozumieć ideę szukania Wielkanocnych czekoladek. Okazało się, że nie do końca obaj cokolwiek rozumieją. Obaj bowiem mają problem z rozgraniczeniem dobrej zabawy i rywalizacji. Zaczęło się od drobnego jojczenia a skończyło na rękoczynach i wyrywaniu sobie słodyczy.

Z czasem i Gwiazdka osiągnęła wiek “jajeczny”. I mogło zrobić się naprawdę fajnie. Junior już duży, nie będzie rywalizował, pomoże wręcz rodzeństwu… Tylko, że Junior znienacka po prostu wyrósł z tej zabawy i końmi go nie zawleczesz.

Zatem młodsi sami szukają. Najpierw jest lekkie napięcie i mobilizacja,  potem łzy, ryki, rękoczyny, nawoływanie pomocy. A w końcu i tak zapłakane i zasmarkane Dzieciaki dzielą swój łup sprawiedliwie, mając też na uwadze apetyt Juniora, a ostatnie nieznalezione czekoladowe jajka, psu trzeba siłą wyrywać z pyska jeszcze w okolicach sierpnia.

I jeszcze kwestia ubioru. Wystroi Kowalska Dzieciaki na Śniadanie. A potem okazuje się, że w kurtkach za ciepło a bez kurtek za zimno. Zatem zapakowuje się Dzieciaki w jakieś ocalałe ciuszki znajdujące się w domu Dziadków Nutków, zmienia spodnie, na takie, co to “nie szkoda ich pobrudzić” i wyglądają te Maluchy na Wielkanoc jak Dziady na Odpuście 😉

Trudno powiedzieć, jakie z tego będą wspomnienia Dzieci miały. Może wprowadzą to w swoich rodzinach, a może tylko wzdrygną się z niechęcią. Bo co się przy tej “zabawie” łez nałykają i nerwów najedzą, to ich. Może w tym roku sobie i im darować? A może jednak potrzebna im ta odrobina nerwów w ich stabilnym życiu? Chyba ocenić się da ten pomysł dopiero z perspektywy czasu.

A co z malowaniem prawdziwych jajek? Też w końcu nie wyszło. Bo każdy by chciał malować lub ozdabiać, i to nie jedno, a potem zjeść tego nie ma komu. Zatem nabyła Kowalska sztuczne. Nic wspólnego z tradycyjną pisanką nie miały po skończeniu Gwiazdkowego szału artystycznego.

Tak, jakby ktoś był ciekawy, to jajko ozdobione jest metodą wstążeczkową;)

Podziel się tym z innymi 🙂

Dodaj komentarz