Inne kwiatki

Zanim jednak Kowalska całkiem zrezygnowała z roślinności, zamarzyło jej się mieć blokowy balkon zarośnięty i pachnący, jak kiedyś u Prababci, albo obecnie u Teściowej.

Zakupiła skrzynki, coś tam wysiała. Wyrosły jakieś rachityczne badyle, ledwie do kwiatków podobne. I zaraz zdechły, nie dając powodów ani do radości, ani do dumy.

Teściowa się nawet zlitowała i na początku któregoś sezonu podzieliła się z Synową sadzonkami. Kowalska wysadziła je u siebie, a Teściowa u siebie. I po kilku tygodniach u Teściowej czerwone begonie wylewały się wręcz z doniczek, a u Kowalskiej blado różowe ledwie za krawędź skrzynki wychynęły. Wstyd normalnie przed sąsiadami. I przed Teściową, co gorsza 😉

I to tyle w temacie kwiatków w bloku.

Tymczasem Babcia Nutka (Mama Kowalskiej) na swoim podwórku hodowała imponujące okazy, takie, których zdjęcia można do życzeń internetowych dołączać, lub na torebkach z nasionami jako zdjęcie poglądowe umieszczać. Kowalska jednak zacisnęła zęby i starała się w ogóle na to uwagi nie zwracać, nie wzbudzać w sobie zazdrości ani kolejnych kompleksów 😉

Ale wyprowadzili się Kowalscy z blokowiska do Starego – Nowego domu. A tu i parapety doskonałe do stawiania doniczek i ścian sporo do zawieszania zieleni… I kawałek podwórka, który też przydałoby się odrobinę upiększyć czymś żywym.

Zawsze Kowalskiej podobały się zwisające kaskadami kwiaty doniczkowe umieszczone na ścianie. Postawiła więc na znane z dzieciństwa paprotkę i bluszcz. Najpierw kupiła średniej wielkości okazy. Zdechły, mimo, że poświęcała im uwagę. Pomyślała zatem, że może jednak większe nabyć, to odporniejsze może będą. Guzik. Paprotka służyła za legowisko kotu, a bluszcz po prostu zasechł, mimo podlewania.

No to może malutkie całkiem. No ni kukułki. Zwisających nie będzie, chyba że gdzieś ładne sztuczne znajdzie.

W końcu znalazła kilka typów roślin parapetowych, co to jakimś cudem już ponad dwa lata się nie zepsuły w żaden sposób. Ale żeby imponujące były – tego nie można powiedzieć. Dobre chociaż, że doniczki ładne.

Nadszedł czas na podwórko. Miejsca mało, nie poszaleje Kowalska.

Za radą zaznajomionej ogrodniczki coś tam wybrała, coś posadziło się, coś nie zdechło. Ale hortensje, na których Kowalskiej najbardziej zależało, zostały doszczętnie zjedzone. A nie,, wcale nie przez owady. Przez psa.

Teraz Kowalska przygląda się z niepokojem widokom pozimowym. Ciekawe co odbije z zeszłorocznych sadzonek? Jedno jest pewne, nie ma ręki do roślin. Gdyby przyszło Kowalskiej z własnych plonów się wyżywić, to by po prostu z głodu padła.

 

Zdjęcie Babcia Nutka

Podziel się tym z innymi 🙂

Dodaj komentarz