Zima Kowalskiej

 

Już się tak wiosennie i przyjemnie zaczęło robić i nagle znowu zima. I to jaka? Temperatury grubo poniżej zera, śnieg, woda zamarznięta. I niby fajnie. Ale Dzieci wiecznie zasmarkane, mniej lub bardziej, ale jednak. Nie pójdziesz na sanki. Z psem też spacery na szybko. Jakoś ciężko się cieszyć taką aurą. A wieczorami dymi z tych kominów, że aż ciężko głębszy oddech wziąć. Rachunki za ogrzewanie rosną. Rano nie chce się łóżka opuszczać. A trzeba.

Dzieci inaczej jakoś na to wszystko patrzą. Kiedy Kowalska była mała nie przeszkadzał jej mróz szczypiący w policzki. Z rozrzewnieniem wspomina ferie zimowe z Pradziadkiem. Zamarznięte jezioro, po którym można było bezpiecznie chodzić. Przeręble wykuwane przez Pradziadka, w których łowili ryby na krótką wędkę. Bałwany. Karmienie łabędzi na niezamarzniętych fragmentach rzeki. Gałęzie ciężkie od szronu. Wszystko było zachwycające. Aż chciało się użyć wyobraźni i bawić się w lodową krainę i Królową Śniegu. Kowalskiej, jako dziecku, nie przeszkadzały ani ujemne temperatury zimą, ani bardzo dodatnie latem.

A teraz? Teraz najchętniej popadłaby w hibernację i byle do wiosny 😉

Aż trudno uwierzyć, że rzeczywiście są tacy fascynaci zimowych gór, że widmo odmrożeń, a nawet śmierci, nie jest w stanie ich zniechęcić czy powstrzymać. Potępić ich ryzykownych upodobań nie sposób, bo mały rozumek Kowalskiej w ciepłych skarpetkach, nie jest w stanie pojąć takiej pasji.

Niemniej, nasuwa się taka refleksja, że jeśli ktoś ma taką pasję, że jeśli kocha coś ponad własne życie, nie powinien mieć rodziny, jeśli tą miłością nie jest właśnie ona. Jeszcze idzie zrozumieć, kiedy przyszła żona czy mąż świadomie i dobrowolnie decydują się na życie u boku kogoś, komu często śmierć zagląda w oczy. Ok. Byli dorośli, kiedy się na ten związek decydowali. Ale po co powoływać na świat potomstwo?

Ludzie z pasją są godni podziwu. Można im nawet zazdrościć, że żyją pełniej jakby. Może jednak by tak postanowić, że coś za coś? Kowalska nie ma pasji zagrażającej zdrowiu i życiu, więc ma rodzinę, która jest jej całym światem. Może i jest przez to zwykła i nudna, ale bezpieczniejsza. No tak, nikt nie zna godziny swojej śmierci. Ale nie ryzykując nie kusimy losu.

Ot, takie rozważania w korku.

Podziel się tym z innymi 🙂

Dodaj komentarz