Małe szczęścia

Kiedy Kowalska codziennie wstawała rano z bólem, nic nie cieszyło i sporo irytowało. Obiecała zatem sobie i światu, że kiedy wreszcie przestanie mieć dolegliwości, zmieni podejście do różnych spraw. Nie będzie zrzędzić. Będzie radosna i uśmiechnięta. Będzie cierpliwa. Będzie się cieszyć każdym dniem.

I tak też się dzieje.

Kiedy jest cały czas dobrze, człowiek przestaje doceniać to co ma. Apetyt rośnie. Chciałoby się więcej i więcej. W zależności od tego, którą nogą się właśnie wstało, dużo rzeczy wkurza, albo nawet wszystko. Jednak los zadbał o to, by ludzie nie żyli w stagnacji. Musi być czasem źle, lub nawet bardzo źle, bo tylko wtedy są w stanie docenić drobne rzeczy, które dają szczęście. Chwilowe “obniżenia punktu szczęśliwości” niczego nie uczą. Szybko się zapomina, że przedwczoraj głowę rozsadzała migrena. Dziś jest ok i znów możesz być naburmuszonym i pełnym pretensji człowiekiem.

Kowalska też tak miała. Może niezupełnie, nie tak do końca tak samo, ale sama przed sobą musi przyznać, że nie doceniała wielu spraw, które po prostu były ok. Przyjmowała to jako oczywistość. Oczywistą oczywistość. Permanentnie naburmuszona nie była – spieszy wyjaśnić – bo taka postawa nie leży w jej naturze. Jednak było kilka takich rzeczy, że za mało, za wolno, za coś tam.

Aż pewnego dnia wyzwaniem stało się wypowiedzenie całego zdania bez zadyszki. Potem radość sprawiało dotarcie do końca szpitalnego korytarza. Potem spacer z psem, który wcześniej było postrzegany czasem jako “o, matko, jak się nie chce, a trzeba przecież”, stał się przyjemnością samą w sobie. Za pierwszym razem dotarła tylko do 1/3 zwykłej trasy spacerowej. Potem z trudem pokonała całość i po wszystkim musiała się położyć. Teraz, mimo, że przy szybkim tempie, nadal traci oddech, daje radę. I to uszczęśliwia. I jeszcze to, że można wszystko przy sobie zrobić bez pomocy. Że można stać pod prysznicem, a nie siedzieć na stołku dla niepełnosprawnych staruszków. Że może sobie zdjąć ulubiony kubek z najwyższej półki. Wszystko jest teraz takie inne, takie cenne.

I budzi się Kowalska rankiem, a nawet bladym świtem i uśmiecha się sama do siebie, bo nic nie boli, bo coraz mniej rzeczy ją przerasta. A skoro uśmiecha się do siebie, to i do innych. Do Dzieci, do zwierzaków, do opryskliwej ekspedientki w sklepie. Działa. Dzieci też są radośniejsze, a Pani w sklepie też często potrafi wykrzesać jakiś uśmiech, mimo zmęczenia.

A Kowalska jest szczęśliwa, tak po prostu 🙂

 

Photo on Foter.com

Podziel się tym z innymi 🙂

Dodaj komentarz