Na włosy głupie pomysły

Kowalska jako nastolatka, jak większość nastolatek, nie była zadowolona ze swojego wyglądu.

Operacja plastyczna nie wchodziła w grę, nadwagi aktualnie nie miała, zatem najprościej zmienić fryzurę. Swoich włosów też Kowalska nie lubiła. Były we wszystkich kolorach. Całkiem naturalnie. Od grafitu z tyłu głowy, po złote końcówki. Czyli kolor wówczas bardzo nieokreślony i niepożądany, bo odrobinę przypominał sierść owczarka niemieckiego. Obecnie byłby dość akceptowalny, jako modne swego czasu “ombre”. Włosy nie były też ani gęste, ani rzadkie, ani proste ani jakoś fajnie kręcone. W sumie po prostu żadne. I stąd pomysły na zmiany.

Najpierw Kowalska wpadła na genialny wręcz pomysł, żeby po prostu trochę wyrównać kolor. Podczas ferii zimowych u Dziadków, zaszła do osiedlowego sklepiku z kosmetykami i zakupiła farbę. Pojęcia nie miała, że dobrze by było początkowo użyć szamponu czy balsamu koloryzującego. Tak na próbę. Żeby zobaczyć, jak będzie to wszystko wyglądać.

Zdecydowała się na farbę.

A były to czasy zamierzchłe, farby w osiedlowych drogeriach kosztowały grosze i groszowej były jakości. Wybór też był niewielki. Padło na kolor czarny.

Zamknęła się Kowalska w łazience Dziadków i zaczęła nakładać papkę na włosy. Myślała, że jeśli zmyje zaraz po nałożeniu osiągnie efekt wyrównania tylko. Będą ciemniejsze i bardziej jednolite.

Nałożyła. Zmyła. Wyrównane, a jakże. Jednolicie czarne. Czarne, jak noc w piramidzie. Stała przed lustrem dobre parę minut zanim dotarło do niej, że to co widzi, jest niestety faktem. Co strasznego jest w czarnym kolorze? Nic jeśli ktoś ma wyraziste rysy. Kowalska jednakże ma urodę tak delikatną, że prawie niewidoczną. A drugi powód stresu – reakcja Dziadków.

Wobec napadu ciężkiej paniki umyła je kilkukrotnie. Nadal czarne. Kowalska poszła spać z ręcznikiem na głowie, usiłując odwlec awanturę.

Rano – piekło. Nie głowa od farby piekła. Babcia urządziła małe piekło, bo kto to widział piętnastolatkę z tzw. dobrego domu, z malowanymi włosami. I to jeszcze na czarno.

Ferie Kowalska spędziła myjąc co chwila głowę. Do szkoły wróciła już z brązowymi.

Ale zaczęło się. Posmakowała zmian.

Pech chciał, że koleżanka jeszcze z czasów podstawówki uczyła się na fryzjerkę (!)

Zatem Kowalska, żądna tych posmakowanych zmian, zgodziła się na trwałą. Płynem 2+1. Zakupionym w – uwaga – kiosku Ruchu.

Uzyskała barana i bliżej nieokreślony, wypłowiało – rudy kolor. Potrzebny komentarz? Poszła z tym do szkoły. Została obśmiana serdecznie i mniej serdecznie. A że koleżanka fryzjerka uczyła się dopiero, po tygodniu Kowalska na głowie miała dredy jeszcze bardziej nieokreślonego koloru. Coś jak rozczesana nitka starej wełny.

W związku z ciągłymi przytykami i zdecydowanym niezadowoleniem z tego, co codziennie była zmuszona oglądać w lustrze, postanowiła jednak pofarbować znowu. Kupiła jakąś farbę w bardziej określonym brązie. Nałożyła. Zmyła i poszła spać.

Rano obudziła się ze sporą ilością włosów na poduszce. Tak, tak. Część po prostu odpadła. Kowalska wyglądała jak słoneczko, ze sterczącymi kosmykami blisko głowy. Oczywiście, że musiała ściąć wszystkie, żeby jakoś wyrównać “fryzurę”.

Na jakiś czas odechciało się eksperymentów. Do czasów pierwszego roku studiów. Ale o tym w następnym poście.

Podziel się tym z innymi 🙂

4 komentarzy do “Na włosy głupie pomysły

  1. Ja mam to szczęście że co by nie zrobiła z włosami to ciągle są gęste mimo zmian w stylu “zejdę za jednym razem z czarnych na platynowy blond” ale na głowie miałam wszystko oprócz trwałej

Dodaj komentarz