Niedościgniona

Ocknęła się Kowalska bladym świtem. Poleżała jeszcze chwilę z zamkniętymi oczami. No nie, nie zaśnie już. No i co tu zrobić z tak pięknie rozpoczętym dniem?

Sterta prania piętrzy się kusząco. Zwykle jest pierwszą rzeczą, jaka przemawia do poczucia obowiązku Kowalskiej w razie przebudzenia bladym świtem. Pranie ma pierwszeństwo przed kawą nawet. Ale spokojnie. Tylko wstawienie prania jest priorytetowe i nic poza tym. Żadne tam zbieranie suchych ciuchów, a już na pewno nie segregacja po pokojach czy szafkach.

Pralka bełta czy bełcze? Jest tu jakaś dowolność? W każdym razie pranie trwa.

Kowalska idzie na kawę. Zrobić sobie ją oczywiście. Mmm, aromatyczna kawusia z mlekiem.

Idzie do kuchni i wdeptuje w coś miękkiego i wilgotnego, bosą stopą. Przyjemność taka poranna, orzeźwiająca. I po co kawa? No, ale robi sobie tą kawę. Najpierw jednak trzeba wygrzebać kubek odpowiedniej wielkości ze stosu naczyń w zlewie.

A w głowie kreuje się plan na dzisiejszy poranek. Posegregować suche pranie i umyć porządnie podłogi w całym domu. I coś ugotować na szybko. Coś. Oczywiście, że nic wymyślnego. Menu zawiera od pięciu do siedmiu pozycji przecież.

I takie wspomnienie z dzieciństwa naszło Kowalską, że w domu Babci Nutki nigdy o poranku nikogo nie witała w zlewie sterta naczyń, ani tym bardziej jakieś rzeczy do wdeptywania na podłodze nie zaskakiwały wchodzącego do kuchni. Małą Kowalską witały kanapeczki i dzbanek herbaty z malinami i cytryną. Zawsze. Swoją drogą nie pamięta Kowalska, żeby padało pytanie o śniadaniowe preferencje, toteż często świeży chlebek z masełkiem zbezczeszczony był jakąś kiełbasą kanapkową, której Mała szczerze nienawidziła. Miało to jednak dobre strony, bo w wieku siedmiu lat dziecko opanowało sztukę podsmażania. I chociaż bez nadzoru dorosłych, udało się niczego nie spalić.

Wracając jednak do podłogi i zlewu. W domu Babci Nutki nie było mopa ani zmywarki. Jednocześnie Kowalska nie pamięta widoku sprzątającej Babci, ani zmywającej. Nikt inny tego jednak nie robił. Babcia Nutka pracowała zawodowo, chowała Potomstwo a porządek robił się jakoś w międzyczasie i mimochodem. Było czysto. Tak czysto, że kiedy w szkole podstawowej nakazano hodowlę pleśni i wymogiem było popycanie kawałkiem chlebka w jakimś zakurzonym miejscu, pojawił się problem. Mała Kowalska obeszła cały dom i nie znalazła ani grama chole.nego kurzu. Nawet na szafie. Dla ciekawskich – zeszła do skrzynek na listy na klatce i tam znalazła źródło pokarmu dla pleśni. Swoją drogą, imponujący okaz wyrósł i Kowalska została wyróżniona za to na tle klasy 🙂

Dzieci Kowalskiej z całą pewnością będą pamiętały widok sprzątającej Mamy, głównie z tego powodu, że często wymagane jest od nich uczestnictwo w tym procederze. A mimo dość częstego sprzątania, porządku u Kowalskich nie ma. Jak Babcia Nutka to wszystko ogarniała? I to bez angażowania całej domowej społeczności? Tajemnica.

Kowalska tłumaczyła sobie, że może dlatego, że nie było tylu rzeczy w domu, że powierzchnia była mniejsza… Guzik tam. Teraz Babcia ma porównywalną powierzchnię a rzeczy jeszcze więcej i nadal ma porządek. Nawet podwórkowe posłanie psa jest równo zasłane i czyste, że już nie wspomnimy o domowej leżance suczki.

Albo gotowanie. Kowalska nie pamięta takiego dnia nawet, żeby obiadu nie było. Żeby Babcia Nutka wyciągnęła z zamrażarki pizzę gotowca i odgrzała. Albo żeby w związku z kolacją zakrzyknęła tylko “weź sobie coś z lodówki”. Jedyne co wykrzykiwała Babcia Nutka z kuchni o tej porze to “Czy ktoś chce kolacje, bo zaraz zamykam kuchnię”.

I tak oto Kowalska żyje w cieniu niedoścignionego ideału pracującej gospodyni domowej… Z kompleksami na tym tle. Z myślą o tym, że ogarnie się, że nauczy się, że będzie umiała zaplanować wszystko i zapanować nad wszystkim. Kiedyś.

 

Podziel się tym z innymi 🙂

Dodaj komentarz