Instynkt łowcy

Nie wiadomo, jak to się dzieje, ale są dni, kiedy instynkty macierzyńskie zostają brutalnie wyparte przez instynkt łowcy. I wcale nie chodzi o to, ze zmieniłeś się w łowcę okazji z powodu kolejnego smsa o obniżkach cen w jakiejś sieci sklepów i chcesz coś kupić swojemu słodkiemu Berbeciowi.

Zdecydowanie bardziej chodzi o to, że po prostu pomalowałabyś (lub pomalował) twarz w bojowe paski i ruszył/a na łowy, by upolować to Dziecię jojczące nad uchem trzeci dzień. I niestety to nie jest dziecko sąsiada. To Twoje własne. Kochany Bąbelek, ubijmy go w humanitarny sposób.

Czasem narastająca chęć związania i zakneblowania Potomka narasta przez kilka dni. Czasem wystarczy kilka godzin a już pojawia się myśl, że jaka szkoda, że nie można chociaż na chwilę wyjąć baterii. Im bardziej bowiem coś robisz i im bardziej robienie tego czegoś musi zostać zakończone o ściśle określonej porze, tym bardziej Dziecko potrzebuje właśnie teraz, właśnie Ciebie!

Niespodziewanie dochodzi do upośledzenia wszystkich funkcji życiowych. Zwykle samodzielny Bobas nagle nie umie wciągnąć skarpety czy dosięgnąć kubka/światła. Zaczyna cierpieć, zupełnie z zaskoczenia, na lęki separacyjne, mimo skończonych 4,5,6 lat. Potrzebuje pomocy w toalecie. I chociaż zwykle nie lubi się czesać, nagle błaga o “fryzurę”.

I robi się oczywiście głodny, chociaż pół godziny temu konsumował albo nie chciał konsumować, bo akurat nie był głodny. A teraz jest. Dokładnie teraz, kiedy robota pali Ci się w rękach, albo, co gorsza, coś rzeczywiście się przypala, albo przecieka, albo zostało zaatakowane kocim odbytem i za chwile Twój zdegustowany nos wywróci się na druga stronę. A Twoje Dziecko woła: Chcesz, żeby umarnęła z głodu?

No to litujesz się, pytasz o preferencje. I dostajesz pytanie: “A co jest?” O losie, za co? Stoisz uginając rytmicznie kolano i szybko recytujesz zawartość lodówki i szafek. Na wszystko jest skrzywienie nosa. Masz ochotę odwrócić się na pięcie. Ale nie. Zaczynasz zatem litanię atrakcyjnych połączeń dostępnych produktów. Najpierw po dwa, potem po trzy. Wreszcie słyszysz ” No to paluszki”. Nosz kuźwa, toż to była pozycja numer 5 z pierwszej listy!

Po tygodniu takich akcji z marudnym, bo wynudzonym, bo zasmarkanym, Dzieckiem, odganiasz coraz bardziej natrętne myśli, które mają jeden wspólny mianownik: KTOŚ TU ZARAZ ZGINIE!

 

 

Zdjęcie Zwykła Kowalska

 

Podziel się tym z innymi 🙂

Dodaj komentarz