Eh, zabawa

Jak niesamowicie musi być wynudzony dzieciak, który jest przeziębiony, ale dość dobrze się czuje. Gdyby to było lato poszłoby na podwórko. Nie ma gorączki – można latać. Chociaż czasem i gorączkować przyjemniej jest w hamaku pod drzewem, niż w domu. No, ale jest zima. I to, przez moment, całkiem konkretna zima. Trzeba zatem siedzieć przy kominku albo z nosem przy szybie i tęsknić za zdrowiem i przedszkolem. Możliwości działania w domu są mocno ograniczone. Jeśli dziecko jest takie lekko nie w formie, szybko się wszystkim nudzi, jeśli nie ma partnera do zabawy. No gości nie zaprosisz. Bracia w szkole. Padło na Kowalską.

Mama też ma jednak jakieś swoje zajęcia. Mogłaby ich nie mieć, no mogłaby. Ale tak się nie chce tych lalek przekładać. Kiedyś to było takie “oh” a teraz nuuuuuda. Taka nuda, że aż zajęcie zaczyna wkurzać samo w sobie. Ale jakim trzeba być nieczułym człowiekiem, żeby się nie pobawić z drugim wynudzonym człowiekiem.

Pamięta Kowalska z dzieciństwa jeszcze, że nastąpił taki dziwny moment, kiedy przygotowywanie gadżetów do zabawy sprawiało ogromną frajdę, a już sama zabawa jakoś nie. I takie poczucie beznadziei temu towarzyszące. Jako mała dziewczynka uwielbiała się na przykład bawić w czarownicę. Właściwie w wiedźmę taką. Organizowała sobie strój, tapirowała włosy, zbierała “nogi traszki”, “oko żaby” “flegmę nietoperza” i fajnie było “czarować” i “rzucać zaklęcia”, a w pewnym momencie – du.pa. Sama zabawa już fajna nie była. Siedziała nawet raz mała Kowalska kilka dni i ozdobnie kaligrafowała wymyślone przez siebie zaklęcia. Cały zeszyt. Skończyła. I właśnie wtedy dopadło ją uczucie beznadziei. Po co było w ogóle na “księgę” czas marnować, skoro zupełnie nie ma się ochoty na zabawę? Wcześniej koleżanki coś takiego robiły małej Kowalskiej. Przed ich przyjściem dziecko przygotowywało jakieś gadżety do wymyślonej zabawy, całe podekscytowane, a one przychodziły i “nie mały ochoty” akurat na to. I taaaakie rozczarowanie. A teraz sama sobie to zrobiła. “Teraz” znaczy “wtedy”. Hahaha 😉

Trzeba jednak z Gwiazdką pobawić trochę. No niech ma tą radość, że skoro już matka siedzi w chacie i ona siedzi, to siedzą razem. Osadzone. Dzieci w swej nieświadomości są cudowne wręcz. Pojęcia nie mają na przykład, że rodzice tak nad nimi skaczą w trakcie choroby nie z czystej troski, ale z powodu ogromnej chęci wypchania dzieci z powrotem do przedszkola. Żeby nie być uziemionym. Bo jakby innego rodzaju uziemienie jest ze zdrowym dzieckiem, z którym możesz wyjść i coś załatwić. Nie jest to komfortowe załatwianie, ale zawsze jednak coś do przodu.

No to pobawmy się. “Cześć, ja jestem Frania, a ty jak się nazywasz?”…

 

zdjęcie foter.com

 

Podziel się tym z innymi 🙂

Dodaj komentarz