Poranna kawa

Jedni mówią, że kawa szkodzi, inni twierdzą, że picie tego porannego napoju zmartwychwstania jest pożyteczne dla organizmu. Ostatecznie nie wiadomo. Z kawą jest tak, jak ze wszystkimi innymi rzeczami spożywczymi. Najpierw pojawiają się głosy, że coś jest super, ekstraordynaryjnie zbawienne dla naszego ciała, a zaraz potem jest nagonka, jakie to “be” i “fe” i w ogóle “umrzesz”. Albo w odwrotnej kolejności. Najpierw źle a potem dobrze. Najlepiej nie wierzyć w nic i we wszystkim po prostu zachować umiar.

Kowalska pije kawę z przyzwyczajenia. Kawoszem nie jest, ale i tak dwie do trzech dziennie po prostu w siebie wleje. Jeśli pierwszy kubek wypijasz po przebudzeniu, czyli gdzieś tak o szóstej, często brakuje ci energii, czy napędu już po dwóch godzinach. Trzeba szybko wlać w siebie kolejny kubas. Potem do pracy i znów kawa, w przerwie kawa, po obiedzie kawa, bo już się zaczynasz zamulać… A wieczorem głowa boli, wcale nie z powodu wzrostu ciśnienia spowodowanego kofeiną, a po prostu z odwodnienia.

Nie wolno marnować czasu. Wszystkie matki to wiedzą, że usiąść z kubkiem napoju i nic fizycznie nie robić to jakieś straszne marnotrawstwo. Albo luksus. A na luksus mało kogo stać. A przecież każdy potrzebuje chwili, żeby zebrać myśli. Poukładać sobie w głowie jakiś plan działania. Noc nie jest od tego. A sporo ludzi tę właśnie porę wykorzystuje na przemyślenia. A o poranku, zwloką się z łóżka dość świeże jeszcze zwłoki i potrzebują kawy, żeby rozpocząć funkcjonowanie. W milionach domów, jak zombie mózgów, ludzie potrzebują kawy. Niezły biznes. Biorąc pod uwagę fakt, że tak naprawdę kawa jest niesmaczna, musi być jakiś czynnik uzależniający nas od niej. Psychologicznie, bo na fizyczne uzależnienie dowodów brak.

Dlaczego niesmaczna? Ano jeśli przypomnicie sobie pierwszy kontakt z kawą i swoje odczucia, tudzież grymas jaki wykrzywił waszą twarz, będziecie widzieć, o czym mowa. Ale jestem dorosły, a dorośli piją kawę. Do dziwnego smaku można się przyzwyczaić, następnie nawet polubić. I potem już jakoś leci.

Kowalska zaczęła pijać kawę regularnie, kiedy senność zwyciężała nad koniecznością uczenia się do jakichś klasówek, czy egzaminów. Nie zapomni jednak pierwszego wrażenia – po prostu wypluła ten łyk z powrotem do filiżanki. Kawa była na kartki i należała do Babci Nutki, która wściekła się po prostu. To dało małej Kowalskiej do myślenia, że coś tu jest na rzeczy w związku z tym kwaśno – gorzkawym, ciemnym płynem.

I jakoś tak weszło w nawyk. O poranku otwiera Kowalska oczy i – kawy! Najdziwniejsze jest to, że mit o tym, że kawa uzależnia został ponoć obalony jakiś czas temu. Zatem może to prawda, a może nie. Jak zwykle, nie wiadomo. Zbyt wiele informacji i zbyt wiele źródeł tych wieści, a wszystkie ponoć niezależne. Tak czy siak, żaden inny nawyk tak trwale się nie zakorzenił w życiu ludzi, jak poranne picie. Nawet skacowani ludzie sięgają po kawę, chociaż i tak kwaśno w paszczy, to co tam, dowalę sobie.

Ponoć ogólnie kawa, nie tylko zielona wspomaga odchudzanie. Kowalska nie doświadczyła niestety tego cudownego działania. Zauważyła natomiast, że palaczo -kawosze (czyli tzw. śniadanie mistrzów) są chudzi. I śmierdzący niestety. Sama kawa? No cóż, eksperyment się nie powiódł. Zielona kawa też na Kowalską nie działała, powodowała co najwyżej zaburzenia rytmu serca. To z kolei potwierdza niestety tezę, że kofeina wypłukuje z organizmu magnez i potas. A wypłukuje, bo jest moczopędna. Więcej i szybciej siusiasz, mniej składników jest w stanie organizm odzyskać.

Można jeszcze usłyszeć o tym, że kawa wspomaga krążenie, że ma antyoksydanty (przeciwstarzeniowe i przeciwnowotworowe działanie), że podnosi odporność na ból i tak dalej. No jakoś znów trudno jest Kowalskiej się pod tym podpisać, bo nic podobnego nie zaobserwowała. Może bez kawy zestarzałaby się szybciej? A może po prostu chodzi o to, że kawa Kowalskiej jest mocno przetworzona? Że wystarczyłoby kupić w ziarenkach i mielić przed każdym zaparzaniem? He, he. Wrodzony leń by zwyciężył i szybko Kowalska przestałaby mieć nawyk porannego picia kawy. Teraz wstaje, odpala czajnik, bierze kubas, wsypuje, zalewa i siorbie, a po wszystkim kubek do zmywarki. A gdyby miała wstać, nasypać do młynka, zmielić, wsypać, zalać, wyrzucić muł denny, wypłukać kubek i dopiero do zmywarki… to byłoby już ciut za dużo. A ekspres do kawy? A ekspres trzeba czyścić.

 

Podziel się tym z innymi 🙂

Dodaj komentarz