Imprezowe przystawki 1

 

Doszło do tego, że sylwestrowe koreczki stają się tradycją Kowalskich. Dziś zatem o KORECZKACH będzie.

Kowalska fanką tegoż nie jest na poziomie robienia przynajmniej. Dwieście koreczków to jakby kilka kanapek a narobisz się przy tym dwie godziny bite i to z pomocnikami a znikają w piętnaście minut przy tylu gębach do spożycia. Jednak w większości są smaczne i pięknie wyglądają na stole, szczególnie starannie poukładane. Warto brać tą “potrawę” pod uwagę przy bardziej dorosłych imprezach. Ale nie jako danie główne w liczbie dwustu, tylko dosłownie jako przystawkę do innych rzeczy.

Co by tu użyć do koreczków. Standardowo idzie żółty ser jako baza, potem jakiś korniszon, potem wędliny kawałek i na wierzch oliwka albo pomidor koktajlowy. Wędlina może być w kształcie kostki, ale może oplatać z dwóch stron na przykład oliwkę, jak żagiel.

Koreczki powinny cieszyć oko, a zatem dobrze, gdyby były kolorowe. Do żółtego sera idealnie pasują owoce. Może być żurawina, winogrona, borówka amerykańska – to są uniwersalne owoce, pasujące do każdego rodzaju sera. W wersji bardziej wykwintnej można połączyć je z serem pleśniowym. Kowalskiej upodobania w tym zakresie kończą się na Brie i Camembert. Nie jest w stanie przełknąć niebieskiej pleśni ze względu na charakterystyczny … nazwijmy to z grzeczności zapachem. Z tegoż powodu nie ma pojęcia z czym by tu koreczek o mocno spleśniałej podstawie zaserwować.

Doskonałe połączenie koreczkowe i nie tylko koreczkowe, to łosoś wędzony na zimno  plus pomarańcze.

Koreczki nie muszą byś wieloskładnikowe. Wystarczy dwa – trzy fragmenty różnych rzeczy, żeby mieć piękny talerz przystawek. Sznur łososia z pomarańczą można przyozdobić koperkiem. Natka pietruszki wygląda ładniej ale koperek lepiej się smakowo komponuje.

Kowalskiej ulubione koreczki to pomidor koktajlowy plus mini mozzarella plus listek świeżej bazylii. Mniam, mniam, mniam.

Problem jest z czarną oliwką. Nadaje kolorystycznego akcentu zbiorowisku mini kanapeczek na wykałaczce, ale za to ni kukułki Kowalska nie potrafi znaleźć czegoś, co dobrze się z tym komponuje smakowo. W necie Dzieci znalazły “koreczki – pszczółki”, czyli naprzemiennie cienki plastereczek żółtego sera i cienki plastereczek czarnej oliwki. Wygląda uroczo, ale w smaku – szkoda zachodu.

Koreczki na ciepło.  Bardziej pracochłonne. Z mielonego mięsa robimy mini pulpeciki, wielkości maksymalnie pięciozłotówek. Smażymy. Do tego dodajemy suszonego pomidora, na wierzch trochę żółtego sera i zapiekamy. Wygląda mega apetycznie, smakuje – hmmm, jeśli ktoś lubi suszone pomidory – smakuje bardzo 🙂

Podsumowując – koreczki można zrobić ze wszystkiego i ze wszystkim. Masz jakąś ulubioną sałatkę – nabij jej składniki na wykałaczki i gotowe. I najważniejsze, one nie muszą mieć stabilnej bazy w postaci chlebka, czy żółtego sera, można je przecież położyć obok siebie a to daje jeszcze większe możliwości. Świetnym pomysłem jest zrobienie sosiku na bazie majonezu i częściowe umoczenie końcówek w tymże smakołyku. Polecany szczególnie do sera feta. Ile głów, tyle pomysłów.

Smacznego zatem.

 

Podziel się tym z innymi 🙂

Dodaj komentarz