No nie dogodzisz

Kowalska jest posiadaczką kręconych włosów. Ani szczęśliwą ani nieszczęśliwą. Po prostu posiada “loczki” i już. I teraz można by tu rozpisać się o tym, jaka to szkoda, że nie są to bujne skręty spadające kaskadą na plecy. Szczere jednak trzeba powiedzieć, że zupełnie Kowalskiej nie żal takiego stanu rzeczy. Z małą ilością kręconych włosów jest mnóstwo zachodu, a gdyby było ich cztery razy więcej?

Natura jeszcze nikomu nie dogodziła pod względem owłosienia. Nawet facetom. Wszyscy mają za mało, za dużo, zbyt proste, zbyt kręcone, za długie, za krótkie. Dodatkowo jeszcze panowie chcieliby mieć brody, a kobiety z kolei nie chciałyby a czasami mają. Męska broda powinna być odpowiednio gęsta i fantastycznie by było, gdyby zechciała łączyć się z wąsami. I te powiększające się zakola, albo mycka z tyłu coraz bardziej widoczna, spędzająca sen z powiek. A w końcu włosy w uszach. Jest taka prawidłowość, że z wiekiem włosy z głowy przenoszą się do uszu. Na szczęście dla kobiet – tylko facetom 😉

Do rzeczy.

Kowalska od dziecka nie pałała do swych włosów zbytnią sympatią. Bo to nie są takie sprężyste loki, tylko tzw. włosy układające się, czyli układają się jak chcą, a nie tak, jak chce ich właścicielka. A żeby były rzeczywiście loczkami, w żadnym wypadku nie można ich dotykać. Bowiem rozczesanie ich grozi powstaniem szopy. Łatwo jest je jednak ułożyć w pożądaną fryzurę. No to w czym problem? Cudowne włosy przecież. Ano nie cudowne wcale, bo rzeczona fryzura utrzymuje się od 3 do 5 minut. Wystarczy, że w łazience unosi się para wodna i już delikatne fale zmieniają się w karby, albo starannie wyprostowane włosy zaczynają odstawać. Aż nie chce się wspominać jakie spustoszenie robi lekki wietrzyk. Trzeba użyć mnóstwa środków wspomagających, żeby cały dzień lub wieczór wyglądać jako tako. Ale z kolei środki te powodują takie obciążenie, że po kilku godzinach Kowalska wygląda jak polizana. I tak całe życie. A do tego super kolor. Czarno – szaro – brązowo – żółty. Jak kac – kupka jakaś. I jeszcze rosnąć nie chcą. Maksymalnie trzy lata i następuje takie przerzedzenie, że obcinać trzeba.

Zatem Kowalska, jeszcze jako Nowakówna, próbowała znaleźć jakiś sposób na zadowalającą ją fryzurę. Poczynając od eksperymentów z kolorystyką a kończąc na cięciach rozmaitych. Kiedyś jednak, w rodzimym Obrzydłówku Kowalskiej, nie było dobrze wyszkolonych fryzjerów. Jak weszło w modę “degażowanie”, tak każda fryzjerka, jak jedna, cieniowała kręcony włos Kowalskiej, co powodowało niemożność ułożenia włosów w żaden sposób. Kiedyś też Nowakówna zamarzyła sobie na przykład, żeby mieć prostego boba. Usiadła na fryzjerskim fotelu i została obcięta jak od garnka. Fryzjerka, która wykonywała usługę, popatrzyła na swą klientkę z politowaniem i mówi: I co teraz? Jak Kopernik jakiś, nie?”. Chyba nie trzeba dodawać, że z takim podejściem do klientka i z takimi umiejętnościami nie utrzymało się dziewczę na rynku. O przygodach Kowalskiej z fryzurami, których sama była organizatorem, można by całkiem pokaźną broszurkę napisać. Z czasem pewnie się niektóre z tych przygód na blogu pojawią.

Podziel się tym z innymi 🙂

2 komentarzy do “No nie dogodzisz

  1. Podoooba mi się Ja tam włosy mam proste, do niczego się nie nadające, ułożyć coś – galopująca fikcja.. i mimo, że do czterdziestki brakuje mi jeszcze 3,5 roku, tak siwa jestem w stopniu rzekłabym ZNACZNYM Fakt, nie dogodzisz Ja poszłam na łatwiznę, przejechałam maszynką na 10mm i mam z bani! I tak jeżdżę sobie co miesiąc Bynajmniej nie trafia mnie teraz poporodowe wypadanie włosów, są tak krótkie, ze ów wypadania nie widzę Najlepszego w Nowym!!

    1. Masz dosłownie “z bani” 😀 Nie wszyscy mają cudownie kształtną głowę, żeby móc pozwolić sobie na tak krótką fryzurę bez szwanku dla estetyki 🙂 Pomysł jednak popieram. Pozdrawiam serdecznie. I również najlepszego w Nowym Roku 🙂

Dodaj komentarz