Do osiemnastej

No dobra, święta minęły wreszcie i może tak rzeczywiście wziąć się za siebie i schudnąć trochę. Nie, absolutnie nie jest to noworoczne postanowienie i Kowalska żadnego karnetu na siłownię sobie nie kupi. Nie kupi, bo potem albo będzie miała wyrzuty sumienia, że nie chodzi a kasa się marnuje, albo będzie świeciła oczami wystawiając gdzieś ogłoszenie już na początku stycznia:  sprzedam karnet całoroczny.

A poważnie. Nie kupi karnetu, bo pojęcia nie ma co na tej siłowni się robi i raczej, żeby się nie uszkodzić, przydałby się trener osobisty, a na takiego jeszcze Kowalskiej nie stać. Zresztą wybrała się kiedyś na siłownię. Ćwiczenia zorganizowane nie mają sensu jeśli pochylając się utykasz nosem między pośladkami osoby stojącej przed Tobą. Ćwiczenia niezorganizowane nie maja sensu jeśli nie wiesz do czego te sprzęty służą, prócz bieżni, ale pobiegać to można i bez karnetu.

Ale schudnąć by się przydało. Nie ze względów estetycznych (bo aż tak źle nie jest) tylko praktycznych. Zawsze lżej się ruszać i lżej oddychać, jak jest mniejszy ogólny ciężar. Póki co, o intensywnych ćwiczeniach można zapomnieć, o ćwiczeniach z sensownym obciążeniem również można zapomnieć. Trzeba zatem po prostu przejść na dietę.

Problem w tym, że aby przestać żreć trzeba mieć odpowiednią motywację. Trudno jednak o znalezienie tej motywacji, kiedy po pierwsze nieźle gotujesz a po drugie lubisz jeść. Można spróbować zatem metody małych kroczków. Tak na początek na przykład nie jemy po 18tej. Żołądek Kowalskiej pracuje dość ospale rano, gdzieś tak do 10tej, 11tej nic mu się nie chce – zostanie zatem tylko 8 godzin na jedzenie. To jest jakiś pomysł. Kowalska przecież nie może żreć cały czas. Jest zatem nadzieja, że kiedy zacznie od ograniczenia czasu i węglowodanów będzie dobrze 🙂 Co nie?

Podziel się tym z innymi 🙂

Dodaj komentarz