Najpiękniejszy dzień

Ktoś podczas rozmowy, rzuca hasło “To był najpiękniejszy dzień w moim życiu”.  Co znamienne, przeważnie mówią tak kobiety. I co się za tym zdaniem kryje? “Dzień, w którym przyszedł na świat mój synek/córeczka był najpiękniejszym” Eeee, serio? Ale o pogodzie mówisz mam nadzieję. Bo chyba nie o wielogodzinnych bólach, parciu, pękniętym/przeciętym kroczu i omdleniu przy próbie skorzystania z toalety?

W każdym razie dla Kowalskiej nie był to najpiękniejszy dzień, zdecydowanie. Za żadnym razem. Trzy cesarki w znieczuleniu ogólnym. Budziła się z potwornym bólem i dreszczami, które go potęgowały. No pięknie, że ja pierd… Dzieci za to piękne były. Trochę pomarszczone, trochę czerwone i trochę spuchnięte, ale najpiękniejsze na świecie.

A dzień przyjścia na świat dzieci? Nooo, trochę tak, emocjonalnie tak. Emocjonalnie dzień się robił piękniejszy po kilku godzinach, kiedy okazywało się, albo właściwiej będzie powiedzieć, kiedy do Kowalskiej docierało, że Dziecię jest zdrowe. No i sam fakt, że została Mamą wreszcie też robił wrażenie. No, ale niekoniecznie nazwałaby te dni najpiękniejszymi 😉 Bywał czas, który bardziej zasługiwał na to miano. Na przykład dzień, w którym Junior po raz pierwszy powiedział “Mama”. Chociaż, hmmm. Byłby to najpiękniejszy dzień, gdyby nie okoliczności. Kowalska w toalecie, w sprawie niecierpiącej zwłoki, a Junior pod drzwiami jojczy “Mmmma-mmma-mmma-mmmma”. Także ten ;).

Wśród innych “najpiękniejszych dni” wymienia się ślub. No nie, też nie. Zima. Piź… jak na dworcu w ulubionym mieście Żeromskiego. Kościół na sporej górce, gdzie jeszcze większe wygwizdowo niż na normalnym poziomie. Chichoczący mały ministrant, który nie dał się skupić na tej, jakże ważnej i poważnej ceremonii, gdyż Kowalska też walczyła z nadchodzącą głupawką. Nogi przymarzały wraz z podeszwami butów do kościelnej posadzki. Wszyscy odchorowali ową ceremonię. Oprócz samych Kowalskich, bo ich grzały emocje chyba ;).

Inni ludzie wymieniają jeszcze inne ważne dni w ich życiu – dyplom, pierwszy dzień w wymarzonej pracy, dzień złożenia wypowiedzenia w znienawidzonej robocie, dzień, w którym spełniło się jakieś marzenie…

Najpiękniejszy dzień Kowalskiej – po trzech miesiącach ciągłego bólu, momentami przypominającego ten po uderzeniu małym palcem stopy w jakiś mebel (tyle, że nie mijający po chwili), dziś przeżyła cały dzień bez żadnych dolegliwości. Życie jest piękne 😀

Poniekąd jest to zasługa nowego Doktora Odsercowego. Podczas kontrolnego badania po prostu powiedział: Proszę zacząć myśleć o chorobie w czasie przeszłym i Kowalska zastosowała się do zaleceń. Postanowiła, że jest zdrowa.

 

Zdjęcie foter.com

Podziel się tym z innymi 🙂

Dodaj komentarz