Poznaj Szamana

Oto Szaman. Niedoszła mrożonka. Co to jest owa mrożonka?

Ano dzika, lub półdzika, lub tzw. wolno żyjąca kocica rodzi potomstwo zbyt późno, aby móc je odchować. Szaman, wraz z trzema siostrami przyszedł na świat pod koniec października, pod jakimś balkonem. I najpewniej cała czwórka zamarzłaby którejś nocy, gdy temperatury spadały poniżej zera, gdyby nie ludzie, którzy nie są obojętni na los zwierząt. Maleństwa i ich matka miały szczęście. Wiele innych późnych miotów już takiego szczęścia nie ma. Odnajdywane są zbyt późno, albo wcale.

Nieszczęściem w szczęściu jest niestety kolor maluchów. Czarne zwierzęta nie cieszą się powodzeniem. Ciekawie umaszczone, pstrokate, puchate, rasopodobne znajdują domy bez problemu. Czarne nie. Ale do Kowalskiej – czarownicy taki kolor kota będzie pasował idealnie. A że futerko ma trochę rozjaśnione tu i tam, no cóż – jaka czarownica, taki czarny kot.

Szaman wraz z rodziną przebył ładny kawałek drogi, żeby zostać Szamanem Kowalskim. Urodził się w jednym mieście, dom tymczasowy znalazł w innym, a stały w jeszcze innym.

Fundacja, która zajmuje się opieką, leczeniem i szukaniem domu dla kotów w rejonie północno – wschodnim to kotkowo.pl

Jak adoptuje się zwierzęta z fundacji? Bardzo prosto. Wystarczy odwiedzić stronę fundacji, znaleźć przyszłego ulubieńca i zadzwonić na numer podany w ogłoszeniu. Potem wszystko idzie już jak z płatka. Kowalska jednak wie od różnych osób, że czasem termin taki jak “wizyta przedadopcyjna”, odstrasza. Nie ma czego się bać. Zwykle wizyta przedadopcyjna to po prostu przywiezienie zwierzaka do przyszłego nowego domu. Nikt nie szwęda się po mieszkaniu i nie patrzy jaki pier.olnik w nim macie ani jaką warstwę kurzu na meblach. Chodzi tylko o to, żeby sprawdzić czy zwierzak nie trafi po prostu w fatalne warunki, gdzie będzie cierpiał i głodował. Dotyczy to wszystkich zwierząt. Psów, kotów a nawet królików. Tak, tak, jest fundacja ratująca króliki “ozdobne” z fatalnych warunków życiowych. Jest też fundacja od świnek morskich. A nawet strona poświęcona szczurzym adopcjom.

Wracajmy jednak do kotów. Przyjeżdża wolontariusz/ka z kotkiem. Patrzy z kim ma do czynienia. I nie chodzi o to, czy poprawnie wypowiadasz się w języku ojczystym, i czy przyjąłeś “gości” w szlafroku, dresie czy stroju wizytowym. Próbuje zorientować się po prostu czy nie jesteś szalonym naukowcem eksperymentującym na kotach, albo czy nie masz kolekcji wypchanych kociaków.

Przywozi umowę adopcyjną. Też nic strasznego. Zobowiązujesz się w niej po prostu kochać kota, opiekować, karmić, dbać o zdrowie i wykastrować w odpowiednim momencie. Zdrowi na umyśle ludzie robią to wszystko bez papieru.

Zatem przywieziono trzęsącego się jak galareta mini Szamana do Kowalskich. Śmieszny, rozczochrany, pół dziki, ale bojowy. Tu się trzęsie a tu na Frotkę fuka. Sunia Kowalskich wcale nie chciała małego zjeść. Po prostu kocha wszystko i wszystkich. Relacje między czterdziestokilowym psem a półkilogramowym maleństwem poprawiły się zasadniczo następnego dnia, kiedy to Frotka przestała rozwałkowywać kota jęzorem na podłodze w napadzie miłości i akceptacji. Dla zobrazowania komizmu takiej sytuacji można jedynie dodać, że język był wielkości Szamana. I dla młodego nie było to stresujące, bo nawet od czasu do czasu coś na kształt burkotu zadowolenia wydobywało się z mikro wnętrza. Jednakże kiedy robił się już za bardzo mokry zaczynał prychać i syczeć, co Frotka starała się uszanować. Przez chwilę.

 

Podziel się tym z innymi 🙂

Dodaj komentarz