Uważaj, czego sobie życzysz

Słyszeliście na pewno, że coś może być wypowiedziane w złą godzinę.  Albo powiedzenie “uważaj czego sobie życzysz”.

Kowalska alergicznie reaguje na zdanie w stylu: No, bo masz za dużo dzieci. Z całym swoim racjonalnym, a nawet momentami humorystycznym podejściem do świata, nie jest w stanie wybić sobie z głowy irracjonalnego, zabobonnego wręcz strachu o dzieci. Zatem takie złowróżbne zdanie powoduje lekką panikę, a przy ciągnięciu tematu może spowodować nawet napad niewyjaśnionej agresji. Także uwaga ;).

Kowalska zabobonnie stara się (co powinno załatwić sprawę :)) nie przywoływać czarnych myśli, wróżb i innych mrocznych rzeczy, przed którymi strach może spędzać sen z powiek, a Kowalska lubi się wyspać.

No właśnie.

Kowalska zabobonnie uważa na wypowiadane słowa i … lubi się wyspać. I o tym będzie ten post.

Bo okazało się mianowicie, że w pooperacyjnym amoku nie bardzo zważa na życzenia.

Wiecie jak to jest, gdy człowiek jakoś mocniej “przychoruje”, lub jakaś inna jest przyczyna niemocy. Podnieść się ciężko, obsłużyć się ciężko, nawet czasem z toalety korzystać ciężko.

Na co dzień nie potrzebuje dorosły, zdrowy człowiek jakiegoś większego zainteresowania ze strony innych ludzi. Nawet czasem od tegoż stroni. Ale w chwilach poważnej słabości, gdzieś tam w podświadomości pojawia się poczucie osamotnienia i oczekiwanie, że przynajmniej część z tych ludzi, dla których jest pomocą i oparciem w innych okolicznościach, dziś chociaż odrobinę się tobą zainteresuje. Już nie chodzi o towarzyszenie przy fizjologicznych czynnościach, czy karmienie. Ale miło, gdy ktoś z domowników puknie chociaż w drzwi łazienki z pytaniem “żyjesz?”, gdy długo tam zalegasz bezdźwięcznie.

No i właśnie po operacji Kowalska zdjęta niemocą zalegała w wyrku. I jeśli nie zawołała, nikt przez drzwi pokoju nawet łba nie przesadził. A wołanie przy zrastającym się mostku i niewielkiej jeszcze wydolności oddechowej jest odrobię utrudnione. Weekend akurat się zaczął, więc Dzieci ucieszone “pozwoleniem na kompy”, jak usiadły z rana, tak i zginęły dla świata. W tym też dla Kowalskiej niestety.

Rekonwalescentka doleżała gdzieś tak do pierwszej bez śladu zainteresowania ze strony rodziny. Wobec zaistniałej sytuacji ,wykonując masę nieskoordynowanych ruchów, Kowalska wstała z łóżka i poszła do miejsca posiedzenia Dzieciaków.Wyraziła ubolewanie nad swoją sytuacją i zaskoczenie tym, że przez tyle godzin nikt nie zainteresował się, czy w ogóle żyje. Chociaż to dość niezręczne stwierdzenie, bo jeśli by umarła to zaglądanie do pokoju życia by jej nie przywróciło, ale mniejsza o to. Nie krzyczała absolutnie. Spokojnie powiedziała, że zadziwia ją fakt, iż nikt nie był ciekawy, co słychać. I tyle. Dzieci pospuszczały głowy. Kowalska wróciła do wyrka.

I od tego momentu, codziennie, do dziś włącznie, bez względu na dzień tygodnia i zaawansowanie snu Kowalskiej, między godziną 6 a 7 wpada Gwiazdka i woła donośnie: “No i jak się dziś tam czujesz?”

Eh 😉

Chciała Kowalska zainteresowanie, no to je dostała. Więcej narzekać nie będzie.

 

 

zdjęcie foter.com

Podziel się tym z innymi 🙂

Dodaj komentarz