“Magia sprzątania”

Kowalska od zawsze marzy o idealnym porządku. Zresztą, kto o tym nie marzy. A najlepiej, żeby był porządek bez sprzątania, przynajmniej bez częstego sprzątania.

Co jest podstawą? Wiadomo, wszystko powinno mieć swoje miejsce. Ale “weź i weź” jeśli jakimś cudem odnosisz używaną rzecz na miejsce a tam już stoi co innego. W dodatku ta nowo zamieszkała rzecz też pasuje do tej lokalizacji i gabarytem i zastosowaniem. Często jest też tak, że poukładasz i poustawiasz coś w szafkach i szufladach i po dwóch – trzech dniach stwierdzasz, że rzeczy wypełzły ze swego schronienia. O co chodzi?! Jak nic kiepski z Ciebie gospodarz.

Do takich wniosków doszła też i Kowalska. Ale, zrządzeniem losu natrafiła na książkę Marie Kondo “Magia sprzątania”. Czyta się łatwo i przyjemnie. Plan uporządkowania domu i życia też wygląda na dość prosty. Wystarczy się przemóc i po prostu zacząć. Zatem Kowalska, mając dość histerycznego ogarniania przed każdą wizytą gości, postanowiła zabrać się do dzieła.

Cała magia zaczyna się od trudnych decyzji wywalenia niektórych rzeczy. Tych, które trzyma się nie dlatego, że są użyteczne, ale dlatego, że są całe i zdrowe, i może kiedyś ktoś będzie ich potrzebował. I nie mówimy tu o małym pudełku “przydasiów”, tylko o całych tonach rzeczy nieużywanych. Nie chodzi też o to, żeby rzeczywiście wywalić je na śmietnik, bo przecież można oddać komuś, czy nawet sprzedać.

Po prostu trzeba wreszcie przestać uprawiać zbieractwo. Spódnica, która w przymierzalni sklepowej wyglądała dobrze, a w domu okazała się fatalnym wyborem i nie ostała zwrócona, i czeka na świętego nigdy. Obrazek od cioci Czesi, który nijak nie pasuje do wnętrza, więc leży gdzieś na szafie i kurz zbiera. Buty sprzed siedmiu sezonów, niemodne i co gorsza niewygodne, ale jeszcze zdatne do użytku. Próbki kosmetyków, których nie użyłaś/łeś i nie użyjesz, bo nie wiesz jak bardzo są przeterminowane. Pudełka po lodach, bo może kiedyś będziesz coś w nich przechowywał. I masa faktur i rachunków i dokumentów, które dawno nie mają żadnego znaczenia i wartości, ale trzymasz, nie wiadomo po co. I te pokrywki po garnkach, które dawno zakończyły swój żywot…

I tak Kowalska segregowała, wynosiła, oddawała, przesyłała, wywalała… Wydawało się, że wreszcie będzie przestronnie i wszystko znajdzie swoje miejsce… Przez moment rzeczywiście był porządek. Teraz znów nastał pierdolnik.

Wniosek z tego, że jednak z Kowalskiej “waflowa” gospodyni.

A tak poważnie. Książka pomocna, ale tylko dla gospodarstw jednoosobowych. Według zaleceń: wchodzisz do domu i po kolei, od kurtki i butów począwszy, na zawartości swojej damskiej torebki kończąc, wszystko odkładasz na miejsce. I tak jest ze wszystkim. Cokolwiek robisz, wszystko po kolei odkładasz na miejsce.

Realnie wygląda to jednak zgoła inaczej.

Wchodzisz do domu, zastajesz psa ciągającego pęcherzem po ziemi, rzucasz wszystko gdziekolwiek i lecisz ulżyć zwierzakowi. Wracasz, szukasz garnka, bo zaraz dzieci głodne wracają, a ty obiadu nie masz. Uulubione naczynie zajęte, stoi w lodówce z resztką rosołu sprzed trzech dni. Nikt nie zjadł, nikt nie wyrzucił. Wyciągasz inny. Coś skrobiesz, coś obierasz, czymś śmiecisz. Zlew zajmujesz. Można do zmywarki od razu. A jednak nie, nie można, bo nikt nie rozładował sprzętu przecież.

Kot coś zwalił. Pies błota naniósł. Dzieci wróciły, dołożyły swoje.

W zlewie urósł stos naczyń. Na stole dzieci porozkładały książki i zeszyty. W czymś usiłujesz pomóc.

Pranie! Matko, od rana niewywieszone… Pewnie skisło:/

A buty, kurtka, torebka gdzieś tam czekają na lepsze jutro. Pomieszane z wierzchnia garderobą Dzieci.

I tak to działa. Ktoś coś odłożył gdziekolwiek. Czegoś szukasz w pośpiechu, coś wyjmiesz ty, ktoś inny coś wyjmie, gdzieś ktoś coś poniesie, a Dzieci stworzą kolejne papierowo – plastelinowe konstrukcje “nie-do-wyrzucenia”.

I tak dalej i tak dalej.

Ale na emeryturze… Na emeryturze to Kowalska będzie miała taki porządek, że hoho.

Podziel się tym z innymi 🙂

Dodaj komentarz