Antidotum na nudę

Zadziwiające jest, jakim cudem ludzie posiadający zwierzęta mogą skarżyć się na nudę. W tym Kowalska 😉

No dobrze rybki bywają nudnawe, chociaż też jest przy nich sporo roboty. Właściwie znacznie więcej roboty jest przy samym akwarium niż przy jego mieszkańcach. No chyba, że ma się straszliwy niefart i zalęgają się mini ślimaczki, z którymi walka jest długa i mało skuteczna.

Kowalska jako jeszcze pojedyncza Mama, stwierdziwszy, że ma zdecydowanie za mało zajęć z jednym Juniorem, założyła sobie akwarium, ot, bagatela – 250 litrów. I radziła z nim sobie całkiem dobrze przez kilka lat. Po czym zmieniła na mniejsze, ale nie z powodu natłoku obowiązków, ale dlatego, że żółw wodno-lądowy był uprzejmy urosnąć i potrzebował większego lokum. Natomiast rybki, które w międzyczasie dostały ospy, co znacznie zmniejszyło ich liczbę, chętnie zgodziły się na przeprowadzkę do mniejszego litrażem akwarium (110 litrów). I z doświadczenia Kowalska wie, że właściwie codziennie można coś przy takim akwarium zrobić, oprócz karmienia zwierzaków oczywiście.

Żółw wodno-lądowy jest nudny. Trzeba sprzątnąć i nakarmić. I tyle. Leży nieruchomo całymi dniami i się wygrzewa. I nic poza tym. Nawet ładnego otoczenia nie można mu zrobić, bo po prostu zeżre wszystko, rozkopie i zniszczy. A przy demolce hałasuje tak niewiarygodnie, że czasem w nocy uruchamiał u Kowalskiej mordercze instynkty.  Coś w stylu – śrubokręt wbity w karapaks (skorupę) na wylot – ot, taka tam wizja niewinna. No i nie siądziesz sobie przed takim żółwiem i nie będziesz się relaksować pięknym widokiem i pływającym w toni zwierzakiem. Zatem tak, zgoda, przy niektórych domowych zwierzakach można się nudzić.

No ale taki pies. Interakcja na całego. Spacery, uczenie sztuczek, drapanko, przeciąganki, aportowanie, znów drapanko, wyczesywanie i tak dalej. Właściwie można sobie psem zagospodarować cały dzień. A jaki byłyby pies szczęśliwy.

Ale kiedy zostawisz takiego w domu… Niby nic konkretnego nie zrobi, ale na przykład, jakimś cudem, albo tym osławionym psim swędem, znajdzie w kuchni bardzo ekskluzywny produkt spożywczy jakim jest teraz masło. I wyjmie z fajansowej maselniczki tak sprytnie i zmyślnie, że nie tylko nie otłucze naczynia, ale nawet pokrywkę pozostawi na swoim miejscu. Jak?!

I wraca sobie Kowalska do domu a po korytarzu walają się fragmenty i fragmenciki zatłuszczonego papieru. I jest co robić? Jest, a jakże. I sprzątnąć i po nowe masło przejść się do sklepu. I wyprowadzić winowajczynię na długi spacer, bo po tym maśle, bąki sadzi, że oślepnąć idzie.

 

 

zdjęcia Zwykła Kowalska

Podziel się tym z innymi 🙂

Dodaj komentarz