Gęby, Paszcze i Wkręt Chachmęt

Podobno każde zjedzone jabłko, oddala od jedzącego wizję doktora. Kowalska z jakichś nieznanych sobie przyczyn dostała “fazy” na jabłka a i tak, jak już wiadomo, trafiła do szpitala. I na Dr Wkręta – Chachmęta. Można by też go nazwać Strusiem Pędziwiatrem. Dosłownie pojawiał się, “mig-mig” – narobił zamieszania i znikał.

Kowalska nie ma w zwyczaju narzekać na służbę zdrowia dla zasady. Czasem jest niezadowolona ze spotkania z jakimś doktorem. Chociaż może mniej niezadowolona, a bardziej zdziwiona. Ale tak samo zadziwia ją czasem spotkanie z Panią z banku, czy z kasjerką w Hipermarkecie. Zatem jakby nie o samą Służbę Zdrowia tu chodzi.

Zdarzyło się być Kowalskiej kilka razy w szpitalu, z różnych powodów. Ten jednak, do którego trafiła obecnie, mocno ją “zadziwił”. Głównie pewnie dlatego, że do tej pory Kowalska kładła się w dość konkretnych celach, jak porody czy operacja. Teraz musiała “się położyć” z powodu braku wiedzy na temat, cóż to tam się w niej zadziało.

No to leży. Leży i jest diagnozowana. I ciągle ma kontakt z jakąś Gębą lub Paszczą. Wiecie, to nie tak, że Kowalska jakoś szczególnie do pań pielęgniarek uprzedzona. Nie, no czasem nawet je lubi. Ale tu, na stanie, jakieś wyselekcjonowane okazy były. Dwie – trzy przyjazne dla pacjenta a reszta – naburmuszone Gęby. Starasz się, uśmiechasz, nie pytasz o głupoty, wiesz, że praca ich nielekka i niewdzięczna. Nic. Są w tym szpitalu za karę i postanawiają swoją krzywą Gębą ukarać Bogu ducha winnego pacjenta. I , oj, przydałoby się burmuchom jednym szkolenie z wkłuwania do żył. Najlepiej, żeby musiały ćwiczyć wzajemnie na sobie. Taki wniosek z pobytu Kowalska wysnuła.

Natomiast po archaicznym badaniu, jakim, w dobie tomografii komputerowej, jest usg przezprzełykowe, stwierdziła, że doskonałym pomysłem byłby nakaz przeprowadzania badań na studentach medycyny, obowiązkowo. Żeby potem Pan Doktor wiedział, co robi pacjentowi, lub co zleca do zrobienia na pacjencie komuś innemu. Dlaczego? Ano dlatego, że badanie bardziej przypominało przezprzełykowy gwałt, niż usg. Nawet ogłupiacza Kowalska dostała, tyle, że nie w tabletce a dożylnie, który spowodował jedynie to, że nie mogła się bronić, ani protestować nawet.

A Dr Wkręt – Chachmęt,  przy całej swojej wiedzy, bo jednak jakoś lekarzem został, był tak zdezorganizowany, że każdym swoim pojawieniem powodował u Kowalskiej chwilową utratę mowy lub co najmniej wytrzeszcz oczu. Wpadał na przykład zapytać o jakiś drobny szczegół związany z obecną niemocą Kowalskiej, po czym wypadał zanim zapytana skończyła mówić. Następnie pojawiał się znów z jakimś “dopytaniem”, a po chwili Kowalska patrząc na skierowanie na badania widziała, że pytania były czystą formalnością, bo Dr sam najlepiej wiedział, kiedy Kowalska brała antybiotyk i co jej jeszcze dolega. Natomiast w Andrzejki wywróżył swojej pacjentce fantastyczną przyszłość, podając do wiadomości trzy możliwe diagnozy, z których każda zapowiadała długie i dość bezskuteczne leczenie.

A potem był weekend. I tłumy odwiedzających. Co się spokojnie nadaje na osobny post – apel. W każdym razie był weekend i nikt nic nie chciał sprawdzać ani badać. I spokój.

W poniedziałek było już wiadomo, że Kowalska ma cudowną moc samouzdrawiania, bo niezidentyfikowane stany zapalne sobie poszły, bez leczenia. Co do serca, znaleziono przyczynę duszności, co do reszty – zagadka nierozwiązana z powodu braku dowodów.

Kowalska zatem postanowiła opuścić gościnne progi szpitala i super wygodne szpitalne łóżko i wracać do Dzieci.

Podziel się tym z innymi 🙂

Dodaj komentarz