I cóż to takiego

Ot, wielkie halo, wprawić Dzieci do szkoły. Nie są już małe przecież. Każde potrafi się przecież same ubrać, same zjeść i tak dalej. Jedyna niedogodność jest taka, że szkoła daleko i trzeba (a przynajmniej szybciej i bezpieczniej jest) zawieźć owe dzieci do placówki. Kowalska w tym czasie może wziąć prysznic, ubrać się, zrobić się na bóstwo…

A jednak nie może. Od rana biegają z Kowalskim po domu i próbują zebrać Potomstwo do przysłowiowej kupy, jakby ich co najmniej siódemka była, a nie zaledwie trójka.

Zaczyna się od pobudki. No z Juniorem problemów nie ma. Wstaje, myje się, je, ubiera i gotowy. Smyka trzeba budzić kilka razy, bo “zombiuje” z rana, do ogarnięcia jednak. Gwiazdka wymaga jeszcze pomocy w wyborze garderoby. I to wszystko.

Ale zaraz zaraz.

“Kochanie, a to nie jest ta sama koszulka co wczoraj? Zmień.”

“Gdzie jest Smyk? Smyku? Wstałeś już? Co na śniadanie? Gardło boli? Pokaż. Nic się nie dzieje. Jeszcze. Co chcesz na śniadanie? Serek? Gardło boli i zimny serek? Coś innego wymyśl. Nie nie będziesz miał zepsutego dnia jeśli zjesz płatki z mlekiem. Na pewno. Zemdli cię? Nie zemdli jeśli zjesz mniej i powoli. Tak, zdążysz zjeść powoli, jeśli już siądziesz do stołu.”

“Jak to sukienka gryzie? Co cię tam gryzie, jak kilka dni temu nie gryzło? To nie jest twoja ulubiona? To którą chcesz. Czarną? Nie ma. W praniu. Następnym razem będzie czarna. Ładnie wyglądasz.”

“Nie wiem, gdzie Twoja komórka. Tak wczoraj rano leżała na stole, ale już nie leży. Nie, nikt jej nie dotykał”

“Użyłeś dezodorantu? Tak codziennie trzeba, na umyte pachy. Nie wczoraj umyte, dziś mają być umyte”.

“Halo? Czyja to kanapka na spłuczce sedesowej leży?”

“Jakie misie?! Tu są jakieś misie. Nie te?”

“Skarpety masz na lewą stronę”

“Ale granatowe rajstopy świetnie pasują do niebieskiej sukienki. Nie marudź, proszę.”

“Ej, dlaczego jeszcze masz na sobie górę od piżamy?!”

“Ludzie, wychodzić trzeba”

“Jak to żółty materiał na plastykę?! Teraz mi mówisz?”

“No buty już wkładaj”

“Chodź, warkocz zrobimy. Nie, nie spóźnisz się.”

“Gdzie Junior? Junior, ludzie, dlaczego ty leżysz?”

“Jak to nic nie jadłaś? W przedszkolu będzie śniadanie. Nie nie “umarniesz” z głodu w podróży”

“Jak to kupę?! Teraz?!?”

I tak codziennie.

Czasem okazuje się, że jeszcze kanapka do szkoły nie taka, bo wczoraj była taka sama i była niedobra. Nie zjadł. To gdzie jest? W plecaku się kisi. Toż ponoć się spakował. Tak dopakował, ale niczego nie rozpakował.

Bilet potrzebny. Wycieczka? Jak to wycieczka? Dzisiaj?

Kto płacze? Czemu płacze? Aaaa, kukurydzy dawno nie jadła. Kupimy kukurydzę. Tak dzisiaj…

 

 

 

Podziel się tym z innymi 🙂

Dodaj komentarz