Niedogodności

Za każdym razem kiedy Kowalska staje w progu kuchni celem zrobienia obiadu czy czegokolwiek innego do jedzenia, zastaje w pomieszczeniu pierdolniczek. Po południu posprząta, powyciera, wypoleruje, a następnego dnia znów to samo. Zlew to wręcz jakieś magiczne miejsce z generatorem brudnych naczyń. Zmywarka jest na stanie, ale funkcja automatycznego rozładunku i układania w szafkach wysiadła, więc sami rozumiecie 😉 I teraz tak, chcesz się zabrać do gotowania, to sobie posprzątaj, bo inaczej nie będzie gdzie ziemniaków odlać. A fronty szafek, dolnych oczywiście? Jakaś wróżka – kocmołuszka regularnie robi im makijaże, niezbyt udane, tak na marginesie. A gdy już ogarniesz kuchnię – kończysz gotowanie – chcesz coś już postawić na jadalnym stole – nie ma miejsca Kartki, karteluszki, ścinki, książki, farbki, komputer, plastelina, gumki, temperówki, “obierki” z kredek… Skąd?! Toż wczoraj do obiadu stół był opróżniony, wytarty i gotowy. Dzieci nie było pół dnia w domu, dorosłych nie było pół dnia w domu, ba, nawet kotów nie było pół dnia w domu. Skąd zatem ów nieporządek?! Magia.

W zasadzie każde pomieszczenie w domu, w którym przebywają ludzie natychmiast zmienia się w pobojowisko. Jeśli częściej porządkujesz, pokoje cierpią na mniejszą ilość bałaganowych wyprysków, ale zawsze coś jest do ogarnięcia. W zasadzie mimo na przykład sobotnich porządków, w poniedziałek w każdej lokalizacji w domu znajdzie się coś do sprzątnięcia, wytarcia, przetarcia, odkurzenia, ułożenia, położenia na miejsce, prania, mycia itd. Niekończąca się opowieść. Coś jak pranie. Ledwie opróżnisz kosze, nawtykasz do pralki, rozwiesisz, porozkładasz poprzednie pranie po miejscach przeznaczenia, znów masz pełen kosz, plus dodatkowy zalany koc, zakurzoną poduszkę, zmianę pościeli, pięć ręczników kąpielowych…

Wniosek z tego – masz za dużo rzeczy. Czas na książkę “Magia sprzątania”. I doprowadzenie chaty do stanu wiecznego porządku.

 

 

zdjęcia foter.com

Podziel się tym z innymi 🙂

Dodaj komentarz