Rok w zawieszeniu

Słusznie się domyślacie, że jednak nie chodzi o wyrok w sądzie. O co zatem?

Ano o diagnozę.

Niektórzy twierdzą, że Kowalska ma wielkie serce, czemu zaprzeczyć się nie da. Niestety nie z powodu życzliwości czy dobroci dla otaczającego świata, ale z powodu wady wrodzonej. W skrócie, żeby oszczędzić Wam medycznej terminologii, mała Kowalska urodziła się z nieszczelnościami tu i tam w sercu, które z czasem doprowadziły do rozrostu samego mięśnia. Była pod obserwacją, żeby wyczuć, kiedy będzie ostatni moment na operację. I tak udało jej się, w dość stabilnym stanie, dorwać aż do stycznia tego roku.

Co się zdarzyło w styczniu tego roku? Kowalska poszła na rutynową kontrolę do Dr Sercowego, tego samego co przez ostatnie dwadzieścia kilka lat. “Doktor włożył okulary, bo już był cokolwiek stary/ Po czym ją dokładnie zbadał, no i wreszcie tak powiada”. Ano, powiada, że coś nowego się w stabilnym dotąd obrazie wady pojawiło. Trzeba to zbadać dokładniej, potwierdzić/ zaprzeczyć, szykować się na operację lub jeszcze nie.

Zadzwoniła zatem Kowalska do innej sercowej specjalistki celem umówienia się. Termin na czerwiec. Dobrze, że chociaż nadal 2017.  Pół roku na ewentualne domknięcie zaczętych spraw, bo przed kolejną diagnozą przecież nic nowego nie będzie zaczynać. Skupić się trzeba na dzieciach, zwierzętach, Komunii, która miała być przecież w maju, klientkach…

Niby życie toczy się dalej, ale w jakimś takim zawieszeniu, do czerwca, do czerwca, do czerwca…

I teraz starasz się działać normalnie, zajmować się codziennością, i tylko spychasz natrętną myśl “a co, jeśli jednak trzeba się już operować”. Do czerwca jakoś się udawało funkcjonować “po staremu”. Bo przygotowania do Komunii, bo dużo rzeczy do załatwienia, bo właściwie przecież to nie w stylu Kowalskiej martwić się na zapas.

Nadciągnął jednak czerwiec. Pani Dr, a właściwie Pani Profesor, która widziała ostatnio Kowalską sześć lat temu, bardzo dokładnie przyglądała się obrazom na ekranie aparatu do wykonywania echa serca. Swoją drogą, zadziwiające, jaką krzepę w dociskani głowicy mają takie małe, drobniutkie kobietki, kiedy rzetelnie podchodzą do sprawy 😉

Skończyła. Kowalska ubrała się, usiadła przy biurku. Pani Profesor zajęła miejsce na przeciwko. Zapadła chwila dość niezręcznego milczenia.

Oczywiście, że diagnoza potwierdzona. Jakby tego Mało, Pani Profesor, z całą właściwą jej życzliwością, wyraziła powątpiewanie, czy w tak zaawansowanym stanie operacja w ogóle przyniesie jakąś poprawę.

Zasada jest taka, że poważne decyzje, takie jak operacje należy konsultować przynajmniej z trzema specjalistami. Kowalska trafiła zatem do kolejnej Pani Kardiolog. Ta Pani Doktor była jeszcze bardziej dosadnie optymistyczna: “Boże! To się już nie nadaje do operacji! Przeszczep!”

Jeszcze chwila i Kowalska żadnej operacji nie dożyje, bo padnie trupem z nadmiaru emocji.

Ciąg  dalszy nastąpi…

 

Podziel się tym z innymi 🙂

Dodaj komentarz