Jak przeżyć?

No i wzięło i wylazło. Słońce, a co innego. I teraz już nie ma wymówek, że zimno, że wieje, że smog. Każda idealna matka musi wyprowadzać codziennie swoje potomstwo na spacer, bo tyle jest zalet, że ho, ho.

Kowalska idealną matką być by chciała, z tym, że nie daje rady. Praca. Po pracy do domu, dzieci często już w domu, czasem z dziećmi do pracy, bo inaczej nie zdąży. I teraz spacer jeszcze. Tylko kiedy? Jeśli dzień luźniejszy, to przydałoby się jakiś obiad zrobić domowy, a nie z półproduktów, a jak obiad, to na spacer krótki, albo wcale. Bo luźniejszy dzień, nie oznacza dnia wolnego od pracy (chyba, że weekend), a jedynie dzień, kiedy Kowalska wraca do domu o przyzwoitej godzinie.

A zatem wraca i trzeba obiad, trzeba do “lekcji”‘ zajrzeć, bo już jakoś nie było możliwości kilka dni z rzędu, trzeba przypilnować mycie głów, zębów, trzeba zrobić porządek z paznokciami, nie swoimi niestety, trzeba bajki na dobranoc przeczytać, trzeba psa wyczesać, bo dziko linieje, trzeba wysłuchać wszystkich opowieści, dać kolację, pranie wstawić, samo się nie wywiesi, więc jeszcze i to ogarnąć… I teraz, gdzie tu zmieścić spacer. No dobra, pies wyjść musi, można dzieci razem z psem wyprowadzić, tyle, że akurat przerwie się kąpiel jednego, lekturę drugiego, zabawę trzeciego… I dom ogarnąć, chociaż zacząć. Koty wpuszczać i wypuszczać. I siebie też fajnie i miło by było do używalności publicznej doprowadzić…

I takie przy tym wszystkim poczucie niezaradności, bezradności wręcz, dopada.

A można też odpuścić sobie i jakoś lepiej od razu idzie ta organizacja. Wyciągnąć pizzę z zamrażarki i pójść z psem i dzieciakami na długi spacer. Nacieszyć oczy budzącą się wiosną. Zignorować śmieci w pobliskim lesie. Popstrykać fotki. Wrócić. Napić się herbatki. Zagonić dzieci do lekcji. Umyć Gwiazdce włosy. Posłuchać opowieści Smyka o minionym dniu. Dowiedzieć się czegoś,  o czym nie miała pojęcia od Juniora. Zetrzeć kurze pobieżnie w jednym chociaż pokoju. Wstawić pranie. Poczytać bajki. Sprawdzić jak tam z pracami domowymi. Zagonić do mycia. Wywiesić pranie.Wstawić zmywarkę. Poskładać tylko część suchego prania. Przytulić na dobranoc. Umyć zęby, wziąć szybki prysznic i zalec w swej gawrze. Pomiziać koty, najlepsze antydepresanty… No chyba, że domagają się pieszczot wraz z pierwszym brzaskiem… I spróbować zasnąć, nie myśląc o kurzowych kotach w przedpokoju.

A rano wstać i znów ogarniać po trochu, na raty, bez spiny.

Wszystko pięknie. Tylko potem leży Kowalska, przewraca się z boku na bok, tu zaległa lektura Smyka, tu Komunia, tu praca, tu lista zakupów, tu przegląd techniczny auta, tu elewacja, tu pięty nieoskrobane, tu jutrzejszy obiad, tu zapomniała stroju na w-f wyprać, tu jakieś zabranie w szkole, na które nie wie jak się wyrwać, tu wizyta u dentysty, tu szczepienie psa i tak dalej. Ale twardo leży. Nie wstaje. O tej porze i tak niczego nie załatwi.

Podziel się tym z innymi 🙂

Dodaj komentarz