W markecie z dziećmi

pl.freepik.com
pl.freepik.com

Od kilku dni Dzieciaki prosiły, jęczały, błagały, skomliły – na looooody.

W końcu Kowalska uległa. Zabrała Dzieciaki na lody. Sama obeszła się smakiem, bo na diecie jest. Tak, tak, w kółko będzie to powtarzać, aby sobie przypomnieć i dać znać, że nie jest to wcale takie proste, dla kogoś, kto jeść lubi.

Warunków jednakowoż tego lodowego posiedzenia było kilka. Najważniejszy oczywiście – wszyscy mają być zdrowi, nie jacyś niedoleczeni i nie jacyś podejrzani o zamiar rozchorowania się w ciągu kilku najbliższych dni. Drugim warunkiem było, że wszyscy ładnie, zgodnie i bez marudzenia pojadą z Kowalską do najbliższego marketu i zrobią zakupy tylko podstawowe, bez naciągania, bo przecież oszczędzają.

Lody zjedzone. Czas na błyskawiczne zakupy.

Nawet przemknęło Kowalskiej przez głowę, żeby może jednak Dzieci nie brać do tego marketu, żeby zostawić w samochodzie (otwartym oczywiście) i samodzielnie zrobić błyskawiczne zakupy. Jednak pod marketem kręciło się kilku Panów Potrzebujących, więc Kowalska pożegnała się z tym pomysłem szybciej, niż się pojawił.

Monety do wózka oczywiście brak. No nic, można wziąć koszyk w środku, w końcu zakupy niewielkie.

Koszyków brak!

No nic, w końcu trójka dzieci plus Kowalska… to osiem rąk, jakoś doniosą do kasy potrzebne artykuły.

Gwiazdka na wstępie się zbiesiła:

“Zabawka! Ja potrzebuję nowej zabawki” – zaczęła jęczącym tonem

Kowalska zdębiała, bo tego jeszcze nie grali.

“Niuńka, mówiłam, że oszczędzamy, pamiętasz?”

Gwiazdka szła w zaparte, słaniając się na nogach i ocierając niebezpiecznie o półki sklepowe  :

“Potrzebuję nowej zabawki, zabawki… zabawki… Chcę mieć dużo zabawek…”

Kowalska pozostała nieugięta i spokojna (jeszcze):

“Masz bardzo dużo zabawek, a to nawet więcej niż dużo”

I spokojnie, bardzo stanowczym krokiem przemierzała kolejne metry między półkami.

“Bo będę jęczeć” – zapowiedziała Mała i osunęła się teatralnie na zgrzewki z wodą.

Kowalska wzięła jedną zgrzewkę, wręczyła Chłopakom i odpowiedziała niewzruszona: ” A jęcz, ile chcesz, to Twój obciach, jakby co”. Pedagogicznie, co nie?

I Gwiazdka zataczała się między półkami i jęczała coraz głośniej. A sklep jakiś wyludniony, więc świetnie się głos Dziecka niósł. Kowalska czuła, że żyłka na skroni zaczyna jej pulsować, a powieka drga niebezpiecznie. Zacisnęła jednak zęby i próbowała przyspieszyć te nieszczęsne zakupy. Gwiazdka pozostawała w tyle w asyście równie, co Matka, oszołomionych braci.

“Ooooooh, ja chcę zabawkę” – nie dawała za wygraną Gwiazdka.

“Nie!” – odpowiadali zgodnie bracia.

I tak kilkanaście razy.

Dwadzieścia minut później wszystkie dostępne ręce były zajęte, a tu jeszcze dwa mleka na liście. Kowalska spojrzała na puste ręce nadal jęczącej i zataczającej się Córki. Wetknęła w nie dwa kartony. Gwiazdkę zamurowało.

“Oooooh, ciężko mi, nie dam rady, nie dam rady, ciężko mi, ooooh”

“Chodź” – wycedziła przez zęby Kowalska i udała się w stronę pustej kasy. Chłopcy poszli za nią. Gwiazdka utknęła gdzieś tam, hen. Towar już na taśmie, już policzone, a ze środka sklepu nadal słychać “Ooooh, ciężko mi”.

Kowalska wymieniła porozumiewawcze spojrzenie ze Smykiem, który odwrócił się na pięcie i pobiegł po mleko i Siostrę.

“Jeszcze dwa mleka idą, co pewnie słychać” – rzuciła wymuszony żart w kierunku kasjerki.

“Ale co? Rozwaliły się na sklepie?” – zapytała nieco nieobecna Pani.

“Można tak powiedzieć” – mruknęła pod nosem Kowalska.

Pani chwyciła za słuchawkę: “Basia, weź mopa, gdzieś na sklepie mleko się rozwaliło”

Podziel się tym z innymi 🙂

Dodaj komentarz