Gdy Kota nie ma…

img_2856

No to stało się. Duża Kowalska i Mała Kowalska zostały same w domu. Chłopaki wybyli, kociaki wybyły, pies też na podwórku. Pobawiły się chwilę misiami, pooglądały jakieś tam głupotki w telewizji, coś tam pojadły, pośpiewały trochę. No nuda, jednym słowem.

Kowalska rozejrzała się po domu. Sprzątać się nie chce, gotować się nie chce…

“Mała, a może stary stół na biało pomalujemy?”

“Taaaaak!” zakrzyknęła entuzjastycznie Gwiazdka.

Wobec braku kotów, których bardzo kręci machający się pędzel z farbą, co powoduje po chwili, że różne nieplanowane wzorki w kocie łapki znajdują się w miejscach najmniej do tego stworzonych (na przykład na siedziskach krzeseł), pomysł wydawał się dobry.

Przygotowały stół, pochwyciły pędzle w dłonie i malują!

“Kotuś, ale równe linie, nie zygzaki”.

“Mała, ale z pędzla Ci kapie”.

“Gwiazdko, pochlapałaś podłogę”.

“Córciu, nie opieraj się o stół, farba jeszcze nie wyschła”.

“Skarbie, wolniej, z mniejszym rozmachem”.

“Cholera! Stół miałaś malować, a nie swoje stopy!”.

“Gwiazdko! Wsadziłaś włosy w farbę!”

“Oj, idź, coś innego porób, pooglądaj coś, pobaw się czy cokolwiek, tylko już nie tykaj, sama skończę”.

Ot, durna Matka wpadła na pomysł, żeby pięciolatkę zaangażować do upiększania domu. I ma pięknie teraz, artystycznie. Pełno białych kropek, pasków, smug. A zamiast śladów kocich łapek, ma całkiem sporo śladów stóp. I sam stół pozostawia wiele do życzenia. Eh.

Podziel się tym z innymi 🙂

Dodaj komentarz