Trochę na tak, trochę na nie

kwiatki dla Matki

W szkole małej Kowalskiej Dzień Kobiet nie był jakoś specjalnie celebrowany. Owszem, w klasach 1-3, była zrzuta i chłopcy kupowali dziewczynom jakiś drobiazg, który zupełnie nie kojarzył się ani trochę z kobiecością. Na przykład piłeczkę kauczukową z brokatem. Potem dziewczyny składały się i kupowały chłopcom jakiś drobiazg, który… hmmm, Kowalska chciałaby powiedzieć, że nie kojarzył się z męskością, ale kiedyś, z jakichś bliżej nieokreślonych powodów, kupiły chłopcom po bananie… Wtedy się nie kojarzyło, a teraz… he he he 😉

Pierwsze kwiatki dostała Kowalska od sąsiadów – rówieśników. Miała może z 11 lat. Nie był to dowód adoracji niestety 😉 a wynik zmowy Babci Kowalskiej i Mamy Chłopców, a także faktu posiadania przez sąsiadkę przyblokowego ogródka, w którym sadziła suchotniki. I taką wysuszoną wiązankę, całkiem nawet ładną, dostała mała Kowalska na Dzień Kobiet.  I chociaż miło jej było niezmiernie, wobec babcinych komentarzy, na temat tego jak to Kowalska rzekomo kokieteryjnie oczami przewracała przyjmując bukiecik, chciała cisnąć kwiatki w kosz.

Nie róbcie tego swoim małym dziewczynkom. Jeśli kiedyś Wasze małe dziewczynki, dostaną kwiaty od kolegów, ucieszcie się razem z nimi a komentarze zachowajcie dla siebie.

Potem były czasy ciężkiej gówniarzerii, kiedy tylko chłopcy “w stałych związkach”, dawali swoim dziewczynom kwiatki, ale to również było uzależnione od dojrzałości psychicznej amanta, który czasem, obdarowując swoją wybrankę zdechłym polnym kwiatkiem, obrażał się, gdy dziewczyna nie odwzajemniła się na tzw. “dzień chłopaka”, czy jak tam się ten twór świąteczny nazywa.

Właściwie chyba był to czas, kiedy chłopcy uważali, że to śmieszne być odrobinę romantycznym, a dziewczyny wdychając do Książąt na białych koniach, potakiwały, powtarzając gdzieś zasłyszane hasła, że Kobietę trzeba adorować cały czas a nie tylko od święta, że jakiś taki kwiatek, to przecież “obciach i kicha”.

Potem już było zwyczajnie. Były kwiatki lub prezenty na Dzień Kobiet. A potem był Kowalski, któremu aplikacja się chyba zawiesiła, bo pomimo, iż Kowalska po tysiąckroć powtarzała, że nie chce dostawać ciętych kwiatów zimową porą, i tak je dostawała. I to w tym okresie wręcz zasypywana była bukietami, bo mniej więcej co dwa tygodnie wypadają różne okazje: urodziny Kowalskiej, potem Walentynki, potem rocznica ślubu, a potem Dzień Kobiet. Wreszcie Kowalska doznała olśnienia. No przecież facetowi nie można mówić, że czegoś się nie chce dostawać, gdy facet coś dać musi i nie dać mu żadnej alternatywy. Przecież facet chce przeżyć. Kowalska w końcu rzuciła mimochodem, że wolałaby dostać saszetkę kawy “smakowej” na wagę. No i dostała, po trzy, na każdą z tych okazji 🙂

 

Podziel się tym z innymi 🙂

Dodaj komentarz