Na ciągłym wkur…

IMG_4094

Budzisz się rano zła na cały świat, że musisz w ogóle wstawać, kiedy ktoś inny w domu, albo w towarzystwie Twoim wstawać nie musi, bo pracuje zdalnie, albo ma na późniejszą godzinę, albo jest na urlopie, zwolnieniu, czy innym papierku pozwalającym spać. Ale Ty akurat musisz, z różnych powodów, wstać.

I wybrać się do pracy. I tak ciężkie zajęcie a tu jeszcze dzieci, alb zwierzęta, albo jedno i drugie. Coś chcą. Zwykle czegoś chcą. Jakby nie mogły przez chwilę zająć się sobą same.

W końcu wychodzisz. Kuźwa, kiedy ta zima się skończy! Te odśnieżanie, skrobanie samochodu, stanie na przystankach przytupując z nogi na nogę, solniczki jeżdżące po drogach i posypujące czasem też Twój samochód, grube ubieranie i ogólnie ta niesprzyjająca dobrym nastrojom, aura. A przyjdzie wiosna, plucha, roztopy, zniszczone buty, zmiana opon, rozkładów jazdy autobusów, psie kupy spod śniegu. Fuj. I jaskrawe słońce. Nie dość, że po oczach wali, to jeszcze wszystko w tym oświetleniu takie brzydkie, z Tobą włącznie.

I praca. Sporo czasu po prostu przesiedzianego, który można by było zdecydowanie lepiej wykorzystać. Ale nie, musisz odbębnić ten swój czas … Ależ to wszystko irytujące. A najgorzej chyba, gdy masz własny interes. Siedzisz i wypatrujesz tego klienta. Czy jest, czy nie ma  siedzisz, bo a nuż akurat przyjdzie, gdy właśnie na chwilę wyjdziesz. Po mleko do kawy na przykład.

I koniec pracy. A na zewnątrz już zmierzcha. Jakieś zakupy, bo przecież trzeba, bo na przykład masz rodzinę i będą chcieli kolację, śniadanie, obiad, kolację, i coś w międzyczasie. Albo jesteś sam, ale też jeść musisz.

I w domu. Albo cztery ściany, włączasz telewizor, żeby coś gadało. Albo dopada cię gromada domowników i nici z marzenia o chwili wyciszenia na przykład w toalecie. Może i uda ci się usiąść na chwilę, ale będzie to mgnienie oka, bo zaraz, niemal natychmiast coś musisz.

Jeśli musisz, bo zobowiązania, to źle, a jeśli nie musisz, bo nie masz nikogo, też może Cię nerw szarpnąć, że wszystkim się jakoś w życiu poukładało a Tobie nie. Ale możesz też – taka nowość – cieszyć się z tego zgiełku, albo z tej ciszy, bo tak Ci wyszło w życiu, że masz to co masz.  I znajduj w tym dobre strony. Wyjdź z psem. Omiń kupę psów sąsiada i ciesz się tym, że chodzisz, mówisz, widzisz, oddychasz, że nie walczysz o każdy swój dzień albo, co chyba nawet gorsze, o każdy dzień kogoś bliskiego.

 

 

 

Podziel się tym z innymi 🙂

Dodaj komentarz