Mrożący spacer

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

Kowalska podniosła się z kanapy i niespiesznie pomaszerowała do kuchni. Wrzuciła niedbale kubek po kawie do zlewu. Odpowiedziało jej nieprzyjemne zgrzytnięcie miski o ściankę zlewu. “Później posprzątam” – pomyślała Kowalska i leniwie wróciła do salonu. Omiotła wzrokiem przestrzeń. Nic nie było na swoim miejscu. Trójka Dzieci siedziała przy stole i tworzyła zapamiętale jakieś konstrukcje z papieru, zupełnie nieświadome tego, co je za chwilę spotka.

Kowalska podeszła do okna. Drzewa stały nieruchomo. Bezwietrzną ciszę widać było gołym okiem. Temperatura? Dopuszczalna.

Wszechogarniający spokój zmobilizował kobietę do podjęcia nagłej decyzji. “Idziemy na spacer”  – rzuciła w powietrze. Dla Dzieci był to znak, że należy zakończyć czynności o nacechowaniu artystycznym i przebrać się w stroje odpowiednie do tych warunków atmosferycznych, jakie czekały za drzwiami. Miały na to około pięciu minut.

Kowalska zabezpieczyła stopy ciepłym obuwiem, ręce wcisnęła w kieszenie kurtki. Na głowie umieściła czapkę z połyskującą nitką.

Podeszła ostrożnie do drzwi wyjściowych. Zatrzymała na chwilę. Zebrała się na odwagę i szarpnęła klamkę. Drzwi ustąpiły tworząc małą szczelinę, przez którą można było rzucić okiem. Nic się nie wydarzyło, więc Kowalska powiększyła szparę na tyle, by można było wetknąć w nią głowę, co też uczyniła. Rozejrzała się dyskretnie. Nic. Wciągnęła delikatnie powietrze. Nic. Zaryzykowała i odetchnęła całą piersią. Do jej nozdrzy doleciał jedynie subtelny zapach mokrej ziemi, śniegu i… drożdżówki (?), ale poza tym nic. Żadnego podejrzanego zapachu, który mógłby zwiastować niebezpieczeństwo.

Węsząc jeszcze, Kowalska wykonała gest przywołujący Dzieci. Odpowiedziała jej cisza. I nagle usłyszała za plecami zgrzyt, a potem jeszcze i jeszcze. Coś jakby pazury przemieszczające się po podłodze. Dołączyło o tego jeszcze sapanie i jakby tupot mniejszych nóg, które z całą pewnością nie należały do żadnego z jej Dzieci.

Kobieta obróciła się powoli. Po dzieciach nie było śladu. A ku Kowalskiej sunęła Bestia, z rozwartą paszczą ziejącą jakby nadzieją jakąś. Po dwóch stronach potwora kroczyły hałaśliwie mniejsze postacie, z oczami utkwionymi w przestrzeń,  tuż za zastygłą w bezruchu potencjalną ofiarą.

Tak, tak. To Frotka i dwie kocice, podążały ku Kowalskiej. Jedyne stworzenia w tym domu, które tego dnia miały ochotę na spacer.

Podziel się tym z innymi 🙂

Dodaj komentarz