Gwiazdka dorasta

img_2168

Jeśli wziąć pod uwagę, że zmiany nastąpiły z tygodnia na tydzień, to raczej można mówić o rewolucji niż ewolucji.

Do tej pory każdy kto poznał Gwiazdkę, mówił, że “imię” do niej pasuje idealnie. Taka prawdziwa Diva, z odrobiną empatii, odrobiną nonszalancji i zamiłowaniem do negocjacji…

I z dnia na dzień to się zaczęło zmieniać. Zaczęło się od… wody. Gwiazdka przed snem lubi sobie wypić. I trzeba było długo negocjować, żeby jednak napiła się wody a nie kompociku, soczku, wody smakowej albo jeszcze lepiej coli. Nagle Mała prosi: Mamo, daj pić zwykłej wody, takiej zdrowej, bez bąbelków.

Kowalska w stanie szoku spełniła prośbę córki i od tej pory Młoda chce “zwykłej wody”, nawet do obiadu.

Z dnia na dzień też zaczęła się udzielać przy obowiązkach domowych. “Wiesz, odkurzacz jest dla mnie za ciężki, ale pozbierałam papierki i ułożyłam swoje ubranka”.

“Kim jesteś, i co zrobiłaś z moją córką?” – pyta zaskoczona Kowalska.

“Hahaha, mamo, przecież to ja, nie poznajesz?” – odpowiada rozbawiona Córeczka.

Kolejna zmiana: “Chodź Mamo, wymyślę Ci bajkę”

Mama: ” Oooo, a jaką bajkę, chętnie posłucham”

Gwiazdka: “Dawno, dawno temu, żyła sobie mała dziewczynka. Była bardzo ładna, bo nie miała kołtunów. I mieszkała w ładnym domku. Białym, bo to najładniejszy kolor”

Jak to “białym”. A co z różowym? Czyżby stan umysłu się wybielił? Eeee, ale chyba nie zarządzi przemalowywania pokoju na biało? Pozostaje mieć nadzieję, że jeszcze przez chwilę nie. Ponieważ Kowalska przy remontowych walkach, obiecała sobie, że jeśli skończy malowanie tych wszystkich ścian w nowo-starym domu, przez najbliższe pięć lat, nie pomaluje nawet paznokci.

“I ona urosła. I miała puchate kotki. Białe. I koniki. Białe. I…. I… I spotkała męża. I mieli dziecko. Córeczkę. Nazywała się Malinka. I? I koniec.”

Kurcze. Sedno szczęścia to mąż i dziecko? Nieźle. Marzenie przypomina plany małej Kowalskiej. Tyle, że one nie zawierały męża, a jedynie troje, czworo dzieci. Jakiś ojciec dzieciom majaczył gdzieś w tle tych planów, ale nie był priorytetowy 🙂 Kilka kotów? Też się zgadza, i jeszcze pieski. Kilka piesków uratowanych od braku miłości.

Gwiazdka opowiedziała swoją bajkę. Ułożyła się wygodnie. Poczekała, aż Kowalska nakryje ją kołdrą, koniecznie ze strzepnięciem w powietrzu, i pyta: “Słodko śpię?”

“Tak, Kochanie. Jak mały kotek”

Gwiazdka uśmiechnęła się z zamkniętymi oczami. Odpłynęła.

A potem nastąpił ogólny szok i niedowierzanie.

“Co robisz Mamo? Robisz coś? To ja Ci pomogę. Już zawsze będę Ci pomagać”

Pizzę akurat Kowalska robiła. Gwiazdka się dołączyła. I tak zajęcie zajmujące do pół godziny, przeciągnęło się do prawie 3 godzin. No trudno. Na froncie matka – córka niepowtarzalne i bezcenne trzy godziny. A Mała zagniotła całe ciasto na pizzę, pokroiła paprykę do nadzienia, i część innych składników… Kowalska w tym czasie niemal gruntownie posprzątała kuchnię, łącznie z szorowaniem piekarnika. Ale nic to wobec deklaracji szczęśliwej Gwiazdki “Jak dorosnę, zostanę kucharką”.

“Mamo, a mogę dodać koncentrat do nadzienia na patelni?” Kurcze. Nadzienie się dusi. Jest mega gorące, a ona chce dodawać koncentrat. Ale poradziła sobie. Wprawdzie ciskała porcjami przecieru pomidorowego z łyżki, z odległości około 45 cm i ucierpiała przy tym i ściana i pokrętła i blat obok, ale dała radę 🙂

Po zjedzeniu sporej ilości pizzy własnej roboty, zgłosiła się na ochotnika, by umyć samodzielnie kuchenkę mikrofalową, nie ruszaną chyba z pół roku, z przypalonego i rozbryzgniętego jedzenia w jej wnętrzu.

“Oooo fujjjj, ok, umyję”

I umyła. Pięciolatka. Tak, że niewiele trzeba było podocierać. Faceci powinni się od niej uczyć!

Podziel się tym z innymi 🙂

Dodaj komentarz