“No, i jak się mieszka?”

img_2532

A zatem jak się mieszka? Dla wielu, to marzenie, przenieść się z bloku do domu, nawet jeśli to tylko połowa bliźniaka. Ściany grube, z lat 90tych, sąsiadów nie słychać, oni też Kowalskich nie słyszą.

A zatem jakby samodzielnie się mieszka, tyle, że nie da się domu obiec naokoło 🙂

A zatem jak się mieszka? No, dla kogoś, kto przyzwyczajony jest do małego metrażu blokowego i posiada energię życiową jakiej nie powstydziłby się żółw w okresie hibernacji – zajebiście.

Każdy ma własne miejsce, wymarzony swój pokój, w wymarzonym kolorze, z wielkim wyrem… Każdego ranka, każdy domownik opuszczający swoją jaskinię wynosi z pokoju zasmarkane chusteczki, papierki po gumach, ścinki po radosnej twórczości, i wczorajsze skokonione ubrania, kubki po nocnych wodach, i wszystko ląduje we właściwych koszach. Każdy pozostawia swój pokój we względnym porządku, z poprawioną pościelą i starannie położoną narzutą.

Całe życie rodzinne nie skupia się, jak to wcześniej bywało, w jednym pokoju, przy dużym stole. Nie trzeba sprzątać stosu ścinków, plastelin, papierków, pociętych słomek, gumek, kredek, mazaków, zaczętych i skończonych rysunków, tekturowych tworów z dużą ilością kleju… by zjeść wspólne śniadanie, obiad, czy kolację.

Nowy, mega wygodny narożnik przedtelewizyjny, zastępujący strzępiącą się poprzednią kanapę, jest sierściooporny i nie trzeba do czyścić co dwa dni, aby Twoje rajstopy natychmiast nie zamieniały się w owłosione antygwałtki. Nie jest też podręczną szafą na bluzy, dresy, szaliki i użyte raz ręczniki, w żadnym razie. Mimo, że znajduje się tuż przy wyjściu, o wcale nie. O, i wcale nie śpi na nim pies, kiedy Kowalscy nie widzą. O, i oparcie nie pełni roli loży dla Kowalskich w razie, gdy ktoś wpada tylko “w drzwiach, na minutkę”.

Każda rzecz ma teraz swoje miejsce. Nie ma piętrzących się w łazience na tymczasowej i, z powodu braku funduszy, metalowej, szafce szamponu, odżywki, kosmetyków kolorowych, podpasek, tamponów, wacików, patyczków do uszu, pilików, kremów, patyczków, maści… I nie trzeba przewalać wszystkiego do góry nogami w celu znalezienia cążek do skórek. Nie trzeba, bo nie ma sensu, jeśli nie rzuciły ci się w oczy od razu, to teraz ich nie znajdziesz raczej, więc po prostu sobie daruj.

Pranie, jak to pranie, rośnie sobie we wzgórza. Tyle, że na szczęście pranie też ma swój pokój, co jest ogromnym plusem, bo kiedyś potrafiło wypełzać z łazienki na przedpokój i skutecznie utrudniać drogę do lodówki. Hmm, a może to jest rozwiązanie tajemnicy, dlaczego w całym zamieszaniu remontowym i po przeprowadzce Kowalskiej się przytyło? Teraz pranie sobie może wypełzać, wybiegać, tańczyć nawet, póki któreś dziecko nie zakomunikuje, że skończyły mu się gacie.

A od wielkiej ilości schodów za chwilę Kowalska będzie miała najlepszy tyłek w mieście a nie kontuzjowane stawy, w żadnym razie.

Podziel się tym z innymi 🙂

Dodaj komentarz