W Dniu Dziadka – i tylko Dzieci żal…

scanimage014_1

Żal Kowalskiej strasznie, że jej Dzieci nie mają takiego Dziadka, jakiego miała Kowalska. Nie to, że Dziadek Nutek jakiś lewy. Super jest. Tyle, że pracujący nadal, i to często, na półtorej etatu, albo i dwa. Nie ma czasu. Może i siły nie ma, ale do tego Dziadek Nutek się w życiu nie przyzna. Taki prawdziwy facet. Choćby nosem się podpierał, jak coś trzeba, da radę. Tyle, że pokazywanie Wnukom świata, kiedy mają pełną rodzinę i pojawiają się w okolicy od święta nie musi być priorytetowe.

Dziadek Kowalskiej był na rencie. Odkąd Kowalska pamięta. Ale nie był taki, jakie wyobrażenia ma się na temat rencistów. Nigdy Kowalska nie słyszała od Dziadka skargi na bóle, czy niedomaganie. Zawsze był w formie. Jeśli coś Go przerastało – walczył z tym. I tak, w wieku 50 – 60 lat, kiedy Kowalska pamięta Go najbardziej, ten Człowiek, z 1/3 sprawnych płuc robił po 50 kilometrów rowerem po okolicy. I nie, nie leżał dnia następnego w wyrku, odchorowując poryw testosteronu. On codziennie robił po 40 – 60 kilometrów w poszukiwaniu dobrych łowisk, jagód, grzybów i ukochanych poziomek małej Kowalskiej.

Kowalska całe wakacje (nie jedne) jeździła rowerem z Dziadkiem na jagody, gdzie gzy i komary urządzały sobie na nich krwawą jatkę. Jeździła na grzyby, na których zdarzało się jej nudzić niemiłosiernie. Na orzechy laskowe. W dupie z kleszczami. Kto w tych czasach myślał/wiedział o pokleszczowym zapaleniu opon czy innych cholerstwach? Dziadek, to całe najpiękniejsze Dzieciństwo Kowalskiej. Znikał w gąszczu, a potem przychodził z pełnymi garściami olbrzymich, nagrzanych słońcem poziomek. Pokazywał Kowalskiej drzewa, opowiadał o zwyczajach zwierząt. Dziadek wychował się w lesie. Wszystko wiedział. I wszystko przekazywał, najpierw swojej Córce, a potem swojej Wnuczce.

Zimą wyprawy na lód. Przeręble. Łowienie. Zmarznięte pokłady kolorowych mikro muszelek, które Kowalska ma do tej pory. Raz nawet rozpalili ognisko na lodzie. Dziadek wiedział, gdzie i przy jakiej grubości można. To było coś.

Nawet durne kopanie “robaków” na wyspie, do której trzeba było dopłynąć łódką, było przygodą. Bo z Dziadkiem. Taką ten Człowiek miał aurę.

Nawet, gdy była nastolatką, w wakacje, z jakąś ściśle zaplanowaną fryzurą, i zahodowanymi na sezon długimi , czerwonymi paznokciami, pływała z Dziadkiem łódką na ryby. I tymi szponami, w kolorze strażackiego wozu, nakładała dżdżownice na haczyk, i zdejmowała z haczyka złowione ryby. A obok przepływały żaglówki i kajaki… I gapili się, a jakże. Ale nikt nie był w stanie pojąć nawet w części, tego, co na tej łódce się właściwie działo. Pomiędzy Starszym Panem z wędką, chroniącym się przed upalnym słońcem pod zdezelowaną parasolką, a zbuntowana nastolatką, w krótkich portkach i z czerwonymi szponami.

A kiedy była Kowalska jeszcze całkiem mała, wysłuchiwała Dziadkowych opowieści, które On kiedyś usłyszał od swojego Dziadka, albo, które opowiadano sobie na wsi za czasów jego dzieciństwa. A potem zasypiała snem sprawiedliwego, z palcem wetkniętym w ucho Dziadka, co najwyraźniej dawało jej poczucie bezpieczeństwa…

Za tym wszystkim Kowalska tęskni okropnie.

Ale Dziadek Kowalskiej był jeszcze kimś. Był Dziadkiem wszystkich dzieciaków w okolicy. Robił łopatki do piaskownicy, i patyczki do lodów, proce, skakanki i szczudła, wędki. Chyba nie było dzieciaka w promieniu kilometra, który czegoś by od Niego nie dostał. O, i zawsze w kieszeni miał cukierki, które rozdawał szczodrze…

A potem Kowalska rzadziej już przyjeżdżała do Dziadka, i rzadziej wspólnie gdzieś “wypadali” . I Dziadek już nie taki rześki, i Kowalska nie dysponowała już taką ilością czasu, jak kiedyś. Ale zawsze, zawsze doznawała ukłucia zazdrości, kiedy dowiadywała się, że niedaleko miejsca, gdzie Dziadek łódkę trzymał, pojawił się jakiś wakacyjny Smark, którego Dziadek – własność Kowalskiej, na ryby zabrał.

Aż w końcu, któregoś dnia zadzwonił i mówi: Dorwała mnie ta Kur…

Miał na myśli starość. Miał wtedy osiemdziesiąt kilka lat i pierwszy raz w drodze powrotnej z zakupów codziennych, musiał przysiąść.

Dziwicie się, że to był szok. Niby spodziewasz się, ale jakby nie do końca.

Jeszcze chwilę temu miał fajną rozmowę z Panią, która w bloku, w którym mieszkał Dziadek udzielała pomocy codziennej potrzebującym. Spotkali się na klatce. Pani pyta, czy do Niego może też zajrzeć? Na co Dziadek: “Jak na herbatkę, to zapraszam serdecznie”. Na co Pani: “Oj, jak tylko na herbatkę to ja nie mogę” . Na co Dziadek, bez wzruszenia: “Jak na coś więcej, niż herbatka, to z kolei ja nie mogę”. Ot i cały Dziadek…

Podziel się tym z innymi 🙂

Dodaj komentarz