Syndrom środkowego dziecka

Takie biedne i zaniedbane to środkowe dziecko, takie zapomniane przez Boga i ludzi… Takie to wszystko już znane, przerobione, zęby, kroczki, nastroje, zabawy, spacerki…

Są takie dzieci, które jednak potrafią zadbać o odpowiednią ilość uwagi rodzica 🙂

Nocne wstawanie: co kilkanaście minut przez półtora roku. Taki tam pikuś. Zapomnieć można jak się człowiek nazywa.

Pierwszy ząbek. Przerabialiśmy już przecież. Kilka dni marudzenia i jest w pół roku. Ale nie u Smyka. Kilka dni ślinotoku, spuchniętych dziąseł, marudzenia i przerwa, i znowu to samo, i znowu. I tak ósmy miesiąc mija, już Kowalska chciała dziecku pantonogram zrobić, czy w ogóle jakieś zęby będą, w końcu wyszedł z wielkim bólem i trudem. Stałym zębom też się nie spieszyło. Osiem lat i Smyk nadal miał uzębienie niemal w pełni mleczne. Zrobiono prześwietlenie. W dziewiątym roku coś zaczęło się wykluwać.

Pierwsze kroki. Dwa tygodnie przed pierwszymi urodzinami. Kowalska zamiast być dumna z osiągnięć Synka, rozczuliła się nad sobą, że już nie ma dzidziusia i to wszystko tak szybko.

Przedszkole. Tu bez większych sensacji. Placówka znana, Panie też, zarówno Kowalskiej, jak i Smykowi… Jakoś poszło. Ale problemy logopedyczne się pojawiły. Zwykle dzieci idą do logopedy, dwa, trzy miesiące i po sprawie.. Smyk półtora roku i nic. Okazało się, że ma niedosłuch. A niedosłuch wziął się od przerośniętych migdałków. Co z tego, że z powodu częstych infekcji był pod stałą opieką laryngologa, skoro laryngolog nie wyjawił przed Kowalską informacji o konieczności usunięcia migdałków, w jego opinii lekko przerośniętych. Kowalska sama doczytała, sama zapytała i uzyskała potwierdzenie zasadności wycięcia przerostów. Wycięto. Smyk nauczył się mówić. I zaczął się wysypiać i skończyło się “poranne zombie’owanie”.

W międzyczasie urodziła się Gwiazdka, i niekłopotliwie, niechorowicie, niezauważalnie prawie, sobie rosła. Otoczona oczywiście należytą miłościa, opieką, czułością i takie tam.

Pierwsza klasa. Też można by było się nie przejąć. Starszy przeżył, to i młodszy przeżyje. He, he, nie ma tak dobrze. Trafiło się biedakowi akurat być z tego eksperymentalnego rocznika, kiedy dzieci sześcioletnie urodzone w pierwszej połowie roku, musiały iść do pierwszej klasy. Bystry dzieciak, nie było powodów do odraczania naboru. Poszedł. Klasy pierwsze od A do E. Oczywiście trafił do E. Dostał zbiór dzieciaków, których rodzice nie mieli odpowiednich znajomości, żeby upchnąć je w klasach do C, i dostał wychowawczyni, pożal się Boże.

Podchodzi Kowalska do rzeczonej mumy, pyta co z tym dodatkowym rosyjskim, kiedy, gdzie. Na co pani odpowiada, że nie wie, że w sekretariacie trzeba pytać. Klasa pierwsza, drugi tydzień, pani odpowiedzialna za swoje dzieci, nie wie. No, zdarza się.

Przychodzi Smyk do domu i w płaczliwą nutę uderza. Pani zgubiła go na stołówce. Bez komentarza. No ale dobra, jest młoda, nowa, może się jeszcze nie ogarnęła, dajmy czas dziewczynie.

Ślubowanie klas pierwszych, Pani się nie pojawia. Do rodziców tez docierają informacje jakoby rzekomo nie wszyscy wpłacili na radę rodziców.O co chodzi?

I Smyk jakiś dziwny. Małomówny, o szkole ani słowa. Nagle stracił wiarę w siebie. Tego nie da rady, to go przerasta, nie jest taki mądry… Lampka alarmowa zaczęła delikatnie mrugać.

Pani “wychowawczyni” notorycznie na zwolnieniu. Przez pierwsze pół roku była z klasą trzy tygodnie. Nikt do końca nie wiedział, co się w tej klasie sześciolatków wyprawia, póki “wychowawczyni” sobie całkiem na wolne nie poszła. Do końca roku miało jej nie być. Przyszła pani na zastępstwo. Po tygodniu w trybie natychmiastowym zorganizowane zostało zebranie i rodziców i z dyrektorem. Dzieci z zaległościami kolosalnymi względem innych klas, przemoc fizyczna i słowna na poziomie gimnazjum. Oszczędzimy szczegółów. Dość powiedzieć, że była i policja, i obdukcja, i przeniesienia do innych klas i szkół, i poprzednia muma nie wróci.

Pół roku, co tydzień niemal rodzice spotykali się z dyrektorem w gabinecie i rozmawiali o tym, jak polepszyć sytuację w klasie E. Podjęto rozmaite środki zaradcze, przy zaangażowaniu wielu osób. Pomogło. Zastępcza Pani została – z gorącym poparciem rodziców – wychowawczynią stałą i tak zżytej klasy i na poziomie dzieci i na poziomie rodziców, ze świecą szukać.

Także, jak widać Smyk i okoliczności Smyka dotyczące, dostarczają wrażeń, nie da się Go zaniedbać, zapomnieć, zbagatelizować… I oczywiście nikt nie ma takiego zamiaru 🙂

Podziel się tym z innymi 🙂

Dodaj komentarz