Tydzień bez dzieci

No i tak właśnie Kowalska wybrała się na tydzień bez dzieci.

Ale nie ma tak dobrze. Nie pojechała się relaksować, tylko szkolić.

Stres, że dzieci zostawia? Lekki. Duże są – tłumaczyła sobie – ogarną się, z pomocą Kowalskiego przecież.

Nie ma co się martwić za bardzo.

A tu trzy dni przed Kowalskiej Junior rękę złamał. Zagipsowali dzieciaka od palców po pachę. No, ale zostały trzy dni na naukę samoobsługi jedną ręką pod czujny (w granicach rozsądku) okiem Kowalskiej.

Można jechać. Prawie spokojnie.

No i pojechała, nie do końca gotowa, nie do końca spokojna.

Siedzi uziemiona pod Warszawą. Dzień przed końcem szkolenia dostaje od Juniora smsa.

“Mamo, będę miał operację. Szkoda, że Cię tu nie ma”.

No. I wyjedź sobie spokojnie, i nie miej wyrzutów sumienia, że robisz coś dla siebie, no.

Bliska histerii Kowalska “obdzwania” po kolei wszystkich, żeby się dowiedzieć o co chodzi. Informacje szczątkowe. Bo nikt nie ma czasu na wyjaśnienia, wszyscy poinformowani – zajęci.

W końcu zebrała wystarczającą ilość informacji, żeby poskładać puzzle.

W gipsie doszło do przemieszczenia. Trzeba było śrubą przytrzymać. Oczywiście śrubą wbitą w kość. Niby nic takiego, środki otumaniające, zabieg bezbólowy…

Ale nie ma znaczenia czy to duże dziecko, czy małe, czy udaje dzielne, czy otwarcie przyznaje się do strachu. Dobrze jest, gdy los nie robi takich akcji, że nie można być przy nim w chwili, gdy potrzebuje.

Podziel się tym z innymi 🙂

Dodaj komentarz