Jak to jest mieć córkę? czyli toksyczna matka

IMG_7824

Kowalska miała od zawsze takie założenie, że kiedyś będzie mamą, i to na pewno nie jednego dziecka, a trzech – czterech synów będzie miała. A jak los nie pozwoli to adoptuje rodzeństwo, albo założy rodzinny dom dziecka. Zauważyliście już? Synów. Córek nie było w planie.

Dlaczego? Nieoczytana jeszcze w mądrościach psychologicznych Kowalska gdzieś podświadomie czuła, że dziewczyna to znacznie większa odpowiedzialność niż chłopcy.

Jest takie powiedzenie: Kiedy masz syna, martwisz się o jednego siusiaka, a gdy masz córkę  martwisz się o wszystkie siusiaki w mieście. Powiedzmy, że jest to jakby bardzo, bardzo strywializowane stwierdzenie, że wychować córkę na pewną siebie, radzącą sobie, nie szukającą potwierdzenia swojej wartości u przypadkowych ludzi, młodą kobietę, to wyczyn. I Kowalska to gdzieś tam wewnętrznie czuła, że może sobie z takim poważnym zadaniem nie poradzić.

Bo sama miłość nie wystarczy.

Kiedy została już Matką dwóch uroczych chłopców, miała swoje lata, przeczytane mądre książki, przemyślenia i analizy, i poczuła, że jest gotowa na wyzwanie – czyli na córeczkę. I przyszła na świat Mała Gwiazdka.

I teraz pytanie. Jak nie być toksyczną matką dla swojej córki?

Pierwszy podstawowy błąd – spełnianie się tylko i wyłącznie poprzez macierzyństwo. Szybka i krótka droga do tego, aby stać się pokutnicą. Matka, która rezygnuje ze wszystkiego i dosłownie poświęca się wychowaniu dziecka. A potem oczekuje wdzięczności, którą dostaje albo nie. Dlaczego nie? Bo jeszcze się taki nie narodził, co by wszystkim dogodził. Ludzie wnoszą do każdej relacji swoją osobowość i swój bagaż doświadczeń. I chcąc – nie chcąc obciąża tym swoim ciężarem swoje dziecko. Córka, prędzej czy później zacznie dostrzegać te obciążenia, a co gorsza przeniesie te obciążenia matki na swoje późniejsze relacje zarówno z kobietami jak i mężczyznami.

I co taka matka, całkowicie zaangażowana w życie swojego dziecka, może zrobić, kiedy dziecko próbuje dorosnąć i usamodzielnić się? Odpowiedzcie sobie sami na to pytanie.

Drugi błąd – matka niespełniona życiowo, która chce, aby córka stała się tym, kim ona chciała być. Na wstępie już brzmi nieciekawie. Jak temat na wieloletnią psychoterapię. I to rozczarowanie, kiedy córka chce być malarzem a matka marzyła, że zostanie lekarzem.

Trzeci błąd – wyręczanie córki we wszystkim. I nieważne ile ma lat. Od samego początki dziecko nie bierze odpowiedzialności za swoje czyny a z wiekiem nie potrafi wielu rzeczy samodzielnie załatwić. A nawet jeśli umie, będzie to skrupulatnie ukrywać, nawet przed samą sobą, przybierając postawę tzw. wyuczonej bezradności. Czyli zawsze będzie potrzebować kogoś, żeby czuć się kimś.

Inne przemyślenia na ten temat w innym terminie.

Podziel się tym z innymi 🙂

Dodaj komentarz