Bestia na wolności

img_2082

Widzicie tą hienę na Sawannie? To Frotka, suczka, na pobliskiej łące. Jeszcze parę miesięcy temu oglądała świat zza krat.

Przyjechała do Kowalskich w sierpniu. Z miejskiego schroniska. To informacja dla tych, którzy nie czytali.

Początki nie były trudne. No jakoś nie i już. Zsikała się na podłogę dwa razy pierwszego dnia. Ale co się dziwić. Mieszkając w betonowym boksie siedem dni w tygodniu, nie miała innego wyjścia jak robić pod siebie w nadziei, że ktoś posprząta i że za kilka dni, wraz z boksowymi kompanami nie utonie we własnych odchodach. Nasikała zatem. Duży pies, duża kałuża. Posprzątało się i tyle w temacie. Następnego dnia emocje opadły i nie moczyła podłogi w domu.

Pierwsze spacery mogłyby być elementem programu survivalowego. Ciągnęła tak bardzo, że się niemal za nią fruwało. Myślała, że taka frajda będzie jej dawkowana raz na kilka dni. Nic więc dziwnego, że spieszno jej było poznać okolicę. Mądra jednak jest. Po trzecim wyjściu zorientowała się, że przyjemność ta jest powtarzalna i pies zmienił się nie do poznania. I spacery z Frotką nagle stały prawdziwą przyjemnością Idzie równo, powoli, uważna na każdy ruch człowieka, na każde naprężenie smyczy. Nie interesują ją inne psy ani inni ludzie. Ona już swoich ludzi ma, inni mogą nie istnieć. Nie ma też tak, że mija się psa i ta się nagle rzuca, “siejąc lipę”. Kompletna ignorancja. Aż miło 🙂

Początkowo Kowalscy obawiali się spuszczania Frotki ze smyczy. Nie zna terenu, nie zadomowiła się jeszcze, może i do “swoich ludzi” jeszcze nie przyzwyczajona wystarczająco mocno. Lepiej nie ryzykować, że znów wróci do Schronu, chociaż na chwilę. Dostała taką “przyczepkę” z imieniem, adresem, numerem telefonu. Ale to duży pies. 62 cm w kłębie, 30 kilo wagi. Prędzej ludzie po straż miejską zadzwonią, niż podejdą sprawdzić, co się tam u niej dynda na obroży.

fotki-frotki-3

Z powodu obaw, pies spacerował na smyczy. Co oznacza, że skoro to wulkan energii, to na tej smyczy powinien zrobić określoną ilość kilometrów, żeby czuł, że był na zewnątrz. Co z kolei oznaczało maratony spacerowe, po 5-6 godzin dziennie. Wtedy pies był tak “ułażony”, że nawet głowy mu się z posłania nie chciało podnosić. Potem nastąpił przełom. Kowalska postanowiła zaryzykować i sprawdzić, czy można psa ze smyczy spuścić w “przymiejskim” lesie. Trudno. Zgubi się – będą Kowalscy gorliwie szukać.

Nie trzeba było. Poleciała, wróciła, poleciała, zygzaki jakieś, skręty, ósemki, ale starała się nie tracić Kowalskiej z oczu. Wróciła na jedno cmokniecie, dała się zapiąć na smycz i wróciły do domu. Oczywiście półtorej godziny później, nie że tak od razu.

fotki-frotki-2

I teraz spacery to jeszcze większa przyjemność. Idzie Kowalska w las. Spuszcza psa, pies robi kilometry sam, i to znacznie więcej niż podczas tych sześciogodzinnych spacerów. Kowalska może zdjęcia porobić, pomyśleć nad czymś, coś zaplanować… Albo, szczególnie teraz, jak jest zdecydowanie chłodno i mokro, rzucać Frotce patyk, półtorej godziny, raz jedną ręką, raz drugą, a potem rano poczuć bardzo zadowalające zakwasy w ciekawych miejscach.

img_1943

Przez pierwsze tygodnie Frotka była zblokowana emocjonalnie. No inaczej się tego określić nie da. Bała się jakby ucieszyć zawczasu. Owszem gębusia rozwarta zipie, owszem ogon wachluje, ale tak ledwo, ledwo. Dla przypomnienia: dwa razy wróciła z “adopcji”.

Teraz, gdy już uwierzyła i poczuła, że jest na swoim miejscu, kiedy któreś Kowalskie wraca do domu… To jest dopiero radość! Frotka zapomina o swoich gabarytach i zachowuje się jak pudel miniaturowy. Skacze na prostych nogach dookoła, wskakuje na meble, wije się, skręca, coś niesamowitego, jak radość ją rozpiera. I gada. Tak, normalnie opowiada i żali się, że ajaj, jak długo Kowalskich nie było, i pipipi, zdawało się całą wieczność, i grrr, grrr, grrr, myślała, że już się nie doczeka, ajajaj – na szczęście przyszli wreszcie, a ona tu zaraz na miejscu się rozpęknie z tego szczęścia.

Czekacie na puentę? Otóż ktoś mądry kiedyś powiedział, że pies nie ma zdolności analitycznych, że nie siedzi przy kominku w nowym domu, i nie rozkminia jak to mu kiedyś było źle, a teraz jak mu dobrze. Pies jak ma akurat dobrze, to się dobrze sprawuje, to jest wdzięczny, serdeczny, radosny i zdrowy. I tyle. I nie ma co oczekiwać, że pies ze schroniska to do końca życia będzie pokłony bił nowym właścicielom tylko dlatego, że teraz świat ogląda przez okno a nie zza krat. Psu musi być dobrze. Wtedy widać dobre strony jego natury.

fotki-frotki-1

Podziel się tym z innymi 🙂

Dodaj komentarz