Schroniskowa rzeczywistość

ręce-na-kraty_91-8038 — kopiaO mój Boże…. Gdyby Kowalska wiedziała w jakich warunkach Frotka siedzi i czeka, aż Kowalska przeprowadzi się do lepszych warunków, gdzie pies się zmieści, wzięłaby ją już rok temu i kisiła się w trzech pokojach, dzieląc nawet z tym psem łóżko. Ale nie wiedziała.

Ostatni raz była Kowalska w schronisku 20 lat temu po Martini. Poczuła się strasznie samotna i postanowiła sprawić sobie psa. Pojechała z koleżanką do schroniska i znalazła miłość już w pierwszym boksie, więc innych nawet nie widziała.

 I nikt nie wmówi Kowalskiej, że zwierzęta w jakiś sposób nie są człowiekowi, albo rodzinie, przeznaczone. Jakaś nieodpowiedzialna Baba, po konsultacji z czteroletnią córką, wzięła od znajomych szczeniaka, ale mąż się nie zgodził, kategorycznie. Znajomi zwrotu nie chcieli, więc pies wylądował w schronisku. Najlepsze jest to, że Baba była z tej samej ulicy, na której zamieszkiwała Kowalska. Wiozła autobusem psa z tejże ulicy, do schroniska, na drugi koniec miasta autobusem, a Kowalska następnym autobusem jechała, nieświadoma jeszcze, po tego psa, z kilkuminutowym opóźnieniem. Spotkały się w bramie. Baba wstydziła się swojej nieodpowiedzialności, więc wymyśliła bajkę o znajdzie i alergii córeczki. I poprowadziła Kowalską do kojca, w którym była Martini. To była miłość od pierwszego wejrzenia. Kowalska ruszyła natychmiast do biura… Wtedy zimy były jeszcze książkowe. Dwadzieścia na minusie. I niespełna trzymiesięczna suczka z niespełna owłosionym jeszcze brzuchem – na podwórku.

W biurze odmówili wydania psa, bo znajda niby, potrzebuje zatem okresu kwarantanny. Kowalska pierwszy raz w życiu była stanowcza. Zima, szczeniak, jakiś drugi atakuje ją od tyłu, nie wyjdzie Kowalska bez tego psa. Przepisy nie były jeszcze restrykcyjne. Wobec uporu Kowalskiej zmieniono datę przyjęcia psa na dwa tygodnie wcześniejszą i Kowalska dostała swoją sukę.

Martini miała szczęście. Była w schronisku 15 minut. Jednakże ta cała sytuacja odbiła się jej na psychice. Nie chciała wychodzić, trzeba było ją wynosić na podwórko na siusiu i grubsze. Nie chciała zostawiać sama. A jak już wróciłeś do domu omal jej się kuper nie oberwał z radości. Nie miała ogona (genetycznie) więc merdała całym ciałem, składając się w rogalik. Została zaakceptowana przez całą rodzinę i została jej członkiem. Nie ich psem. Tylko członkiem rodziny Babci Nutki. Spała na fotelu, okryta sweterkiem Babci, co by jej zimno nie było. Kowalska ma do tej pory jej wszystkie mleczne zęby. Jeździła z rodziną na wszystkie wczasy, wyjazdy, wycieczki, wszędzie. Bała się burzy i fajerwerków. Odeszła. Z powodu niewydolności krążenia, wykrytej za późno. W wieku 8 lat była już wrakiem. Wpuściła do domu kolejną przybłędę z wielką raną na udzie, porzuconą na budowie do pilnowania, pozwoliła jej się zadomowić , poczekała aż wszyscy będą w domu, żeby z każdym się pożegnać, i odeszła wieczorem. Ból nie do opisania… Minęło od tego czasu z 12 lat, a jeszcze ta strata za serce chwyta.

Nie przyjrzała się Kowalska wówczas schronisku.

Obecnie warunki psów są o niebo lepsze. Istnieje Internet i ludzie dobrej woli. Są składki, darowizny, i ludzie, którzy kochają zwierzęta, nie tylko słownie – wolontariusze.

Kowalscy mają Frotkę, ale Bóg świadkiem, że gdyby Frotka nie pojawiała się co i rusz na jakimś portalu z ogłoszeniami, żeby nie można było poznać w przybliżeniu ,czyli dowiedzieć się co lubi, a czego nie i do czego jest oporna, prawdopodobnie w schronisku nie wypatrzyliby swego wymarzonego psa. Bo Frotka jest dokładnie taka, jak setki innych kundl w schronisku.

Ale Frotka jest też dokładnie taka,  jak sobie Kowalscy wymarzyli.

Dlaczego by jej nie wypatrzyli?  W naszym schronisku jest około 200 psów, może więcej. Wchodzisz, i od pierwszego kojca zaczyna się ujadanie. Psy mają boksy pojedyncze, metr na metr, albo trzy na trzy, gdzie siedzą trzy sztuki . Jeden do drugiego podobny. Większość ujada. Niektóre rzucają się na kraty, ot tak, z bezsilności. Hałas daleki od muzyki dla naszych uszu i zapach daleki od fiołków. Pracownicy robią co mogą, wolontariusze robią, co mogą, ale i tak większość psów opuszcza boks raz w tygodniu.  A teraz tak – Twoje łóżko jest większe. Wyobraź sobie, że jesteś uwięziony w swoim pokoju na kilka lat, i raz na tydzień wychodzisz na około 2 godziny…. I nie bardzo możesz pozałatwiać swoje sprawy, bo ktoś zgodnie z przepisami i z troski o Twoje bezpieczeństwo, trzyma Cię na sznurku. Idziesz tam, gdzie pozwoli Ci iść.

Codziennie na portalach oferujących zwierzęta, pojawiają się ogłoszenia o zwierzętach ze schroniska. Pokazują zdjęcia psiaków na wybiegu, kiedy nie więżą ich kraty. Psy są wyluzowane i wesołe, pięknie pozują. Myślisz sobie, hmmm, nie jest im aż tak źle. Ale nie wiesz, że po sesji pies wróci do kojca z betonową podłogą, gdzie będzie czekał kolejne siedem dni , w swych szczynach i gównie, na kolejny spacer w weekend. A zimą? Zimą betonowa posadzka będzie odmrażać mu łapy, szczególnie, że jest mokra od moczu… I będzie tydzień czekać, żeby te łapy rozruszać.

Kowalska nie może pojąć, jak ktoś, kto z tego nieszczęścia wziął psa, widząc to wszystko, jest w stanie z czystym sumieniem i sercem, odwieźć go tam z powrotem i skazać znów na to samo? Jak są w stanie spać spokojnie. Jasne, trafiasz na psa, który jest niezrównoważony psychicznie i rzucił Ci się na dziecko, które nie próbowało na nim jechać, wkładać w psie otwory paluszków, własnych i słonych,  tylko spokojnie siedziało na kanapie przed telewizorem, i boisz się i z troski o potomstwo zwracasz psa.

Wiecie czemu Frotka dwukrotnie została zwrócona z adopcji? Bo ma za dużo energii!

Kur…. Chcesz psa bez energii, to nie bierz dwuletniej suki tylko jakiegoś dwunastoletniego dziaćka na dochowanie.

Serio? Chcesz pieska? Z hodowli? Za drogo? Z pseudohodowli, żeby mogli kręcić swój nielegalny biznes ? Serio – jesteś w stanie wydać na szczeniaka 1000 zł, 2000zł???

Psy ze schroniska potrzebują kocy na zimę, karmy, obroży przeciwkleszczowych, zabawek, basenów, wolontariuszy, którzy je socjalizują i poznają, potrzebują wszystkiego. Weź biedaka ze schroniska a nadmiarem kasy podziel się z innymi biedami zza krat!

Nie kupuj – adoptuj!

 Jeśli do dobrego samopoczucia i podkreślenia własnej wartości potrzebujesz konkretnej rasy to mało jesteś wart, ale jak się uprzesz, to są stowarzyszenia zajmujące się rasowymi bez domu, tylko chciej to dostrzec!

Podziel się tym z innymi 🙂

1 komentarz do “Schroniskowa rzeczywistość

Dodaj komentarz