I pies

Kowalska wspominała już wcześniej, że w związku z przeprowadzką do większego lokum, bardzo by chciała spełnić swoje marzenie o psie, a właściwie – suczce. Jeszcze w trakcie starania o kredyt wertowała internet w poszukiwaniu odpowiedniego czorta pasującego do rodziny. Znalazła, prawie rok temu, takie miłe stworzonko, na stronie internetowej Schroniska. Fotografie są jednak mylące i podczas przeszukiwań stron, co by się upewnić w swym wyborze i piesek, który wyglądał na maleństwo, napotkany na innych fotografiach, okazał się całkiem sporą “kruszyną”. No nic to.

Zanim się jednak Kowalscy przeprowadzili minęło sporo czasu, pojawił się Kot i drugi, i posiadanie psa stanęło pod znakiem zapytania. Jednak w głowie Kowalskiej ciągle powracał temat. Tak natrętnie, że nawet sny psio – schroniskowe miewała.

Namnożyło się jednak mnóstwo spraw. Najpiękniejsza urodziła Córeczkę, najpiękniejszą zaraz po Gwiazdce :), Kowalska została sama na polu walki i zabrakło czasu na zajęcie się psem, sprawami związanymi z psem.

Najgorsze było to, że Schronisko otwarte jest niczym urząd jakiś. Poniedziałek – piątek: 10 – 17. Kowalska jest wtedy w pracy.

Na szczęście ktoś wymyślił, żeby psy schroniskowe wzięły udział w miejskiej imprezie plenerowej. W sobotę! W godzinach dostępnych dla Kowalskich. Wszystkich Kowalskich 🙂

Mama zarządziła zatem, że zanim ona wyjdzie z pracy, Kowalski z Dziećmi uderzy w plener i pogapią się na psy, zbiorowo. Miała nadzieję, że upatrzona wcześniej “bestia”, będzie akurat na tej imprezie.

Skończyła pracę. Leci. Jest na miejscu, rozgląda się… Nie ma! Różne są, a tej nie ma. No nie do wiary! Nie ma. A tak świetnie się zapowiadało. Długi weekend, czas na poznanie się i sprawdzenie co jest jeszcze do wypracowania… A tu nie ma. Od wolontariuszy dowiedziała się, że część psów sobie spaceruje z wolontariuszami. Jest nadzieja! A czy nasza poszukiwana spaceruje? Nie! Nie przyjechała ze Schroniska. Buuuu, chlip, chlip,chlip.

Okazało się jednak, że Schronisko jest otwarte, że można jechać i zobaczyć kto tam czeka.

Do samochodu i jazda. Kowalska czuła takie skurcze żołądka, jak przed pierwszą randką. Nadzieja pomieszana z obawą, że nie przypadną sobie do gustu, albo, że wcale tej właściwej tam nie będzie.

Otwarte.

Kowalscy wchodzą za furtkę.

Pojedyncze psy szczekają, zapach znośny, ale widok… Łzy się cisną. Kowalska była w schronisku raz, dwadzieścia lat temu, po pierwszego psa. Weszła tam i w pierwszej klatce spotkała tą jedyną, więc dalej nie rozglądała się.

Teraz wiedziała, którą znaleźć chce i musiała przejść niemal wszystkie klatki. Boże ile nieszczęścia przez ludzką głupotę. To jest nie do opisania. Trzeba przejść w tych rzędach powtarzając sobie: “Całego świata nie zbawisz, całego świata nie zbawisz”. Z ciasnych boksów jednopsowych dochodzi ujadanie, powoli inne boksy, jedno i wielopsowe, też “zarażają się” szczekaniem. W końcu jest tak wielki hałas, że uszy zaczynają boleć, i głowa.

Nigdzie nie ma tej upatrzonej.

Dzieciom Kowalska powiedziała tak: Pokażę wam pieska, którego ja bym chciała zabrać do domu. Jeśli go nie polubicie, poszukamy innego, ale najpierw go Wam pokażę.

I szukali w tym zgiełku i nieszczęściu. Dzieci nie bardzo wiedziały czego szukają, Kowalski widział rzeczoną kiedyś, na jakimś zdjęciu, więc blade pojęcie miał. Tymczasem hałas staje się nie do zniesienia. Nic dziwnego. Około 200 gardeł usiłuje zwrócić na siebie uwagę.

I wierzcie lub nie, ale wśród warczenia, szczekania, charczenia usłyszała nagle Kowalska skomlenie. Odwróciła głowę w tę stronę – i? Ten dźwięk wydawała wypatrzona w necie sunia. Jakby przez moment miała przeczucie, że to po nią właśnie Kowalscy przyszli.

Trzeba było zobaczyć minę Dzieciaków, kiedy Kowalska wskazała im opartego o kraty szaro brązowego burka, z bardzo niewyjściową fryzurą. Stały jak oniemiałe. Spodziewały się bowiem jakiegoś miłego, małego, ślicznego pieska, a tu taki wypłosz.

Poprosili Panią z obsługi o możliwość zapoznania się z psem. Wpuszczono ich na malutki wybieg, na który została przyprowadzona Frotka. Skołowana, rozemocjonowana, kompletnie nieświadoma, że ważą się jej losy, po prostu zaczęła się bawić pluszakiem, sznurkiem i przynosić najbliższej osobie swoje zabawki.

Dzieci rzucały, co przynosiła im, a ona aportowała bezbłędnie. Po kilku minutach takiej zabawy Kowalska zapytała rodzine o wrażenia. Wszystkie kciuki uniesione do góry.

I tak Frotka pojechała do nowego domu. Do Nowego – Starego domu. Do domu Kowalskich.

IMG_1810

To nie była łatwa decyzja. Pies po przejściach, czteroletni, zwrócony do schroniska dwukrotnie, z powodu nadmiaru energii (!) Wieczorem Mama trójki dzieci, dwóch kotów, żółwia, glonojada i nowego członka rodziny, czuła się jakby przebiegła maraton.

Na psie także odbiły się emocje. Mimo dwóch spacerów zsikała się serdecznie dwukrotnie na podłogę, a w nocy postanowiła poprzyjaźnić się z Kowalską i wlazła na piętro, gdzie koty chronią się przed nowym przybyszem. I mimo, że w ciągu dnia przestrzegała zakazu, w nocy siłą jej się nie dało na dole utrzymać. W końcu zrezygnowana Kowalska rozłożyła sobie na dole kanapę i ułożyła się tam do snu. Trzydziestokilowa suka stała przy łóżku, i stała, aż w końcu bardzo nieśmiało wdrapała się na Kowalską i zwinęła w kłębek na nogach nowej Pani. Poleżała chwilę, przestała dyszeć z emocji, i zlazła na swoje posłanie. Noc minęła spokojnie. W ciągu drugiego dnia pobytu w nowym domu mokrych wpadek nie było 🙂 Będzie dobrze.

Podziel się tym z innymi 🙂

2 komentarzy do “I pies

  1. Jak już gdzieś wspomniano, pobudki były egoistyczne – chciała Kowalska pieska, to sobie go wzięła, takie tam spełnianie zachcianki. Na szczęście dla Frotki, Kowalskiej zachcianki nie są chwilowe 🙂 są przemyślane.

Dodaj komentarz