Ciasteczka

świeże-ciastka_2708875

Kowalska obiecała Dzieciom ciasteczka na weekend.  D z i e c i o m obiecała. Dzieciom! Kowalska nienawidzi piec. Szczerze, z głębi serca -nienawidzi. Dla Dzieci jednak (prawie) wszystko.

To nic, że w chwili składania obietnicy, Kowalska była niemal pewna, że wszyscy będą już w nowym domu, że będzie miała dużo miejsca, że do dyspozycji będzie piekarnik elektryczny z termoobiegiem….

Obiecała.

Weekend nadszedł.

Obietnicę trzeba spełnić, bo Dzieciom nie mówiła, że obietnica ma jakieś „jeśli”. Generalnie uczy Dzieci, że obietnice nie mogą mieć „jeśli”.

Zatem nadszedł moment, kiedy trzeba było obietnicy danej Dzieciom dopełnić. Kowalska według jakiegoś internetowego przepisu zrobiła ciasto, leżakowało w lodówce zadaną ilość czasu… Wyjęła, zagniotła, rozwałkowała, wycinanie. Ale nie, nie można samodzielnie. Nie można w samotności. Nie można według dostępnych foremek…. Dzieci muszą uczestniczyć, no przecież.

Wyobrażenia dotyczące tego tematu? Że wszyscy wszystko robią według ustalonego schematu. Ten wałkuje, ten wycina, ten układa na papierze, ten zdejmuje, ten polewa, ten ozdabia… Guuuuuuzik z pięęęęękną pętelką.

Wałkują, wszyscy chcą, każdy swoją grubość, każdy swoją techniką… Rozwałkowane ciasto ma od centymetra do jednego milimetra… Wycinanie. Co tam foremki jak chce się zombie, enterdragona, kucyki, motylki, serduszka, Nyan cat’a, transformersa i inne cuda.

Blaszka przykryta papierem do pieczenia. A rozgrzał ktoś piekarnik? A czy ktoś pomyślał o zajęciu Dzieci na moment grzania piekarnika? Jezu, a czemu zgasł? Dobra, grzeje. Odpowiedni czas upłynął, można wtawiać. 9 minut dla tej grubości.

Mamo „blablabla” Mamo „blablabla”, kurcze, czy już czas minął? Coś śmierdzi karmelem przywęglonym.  Aaaaa!!! Wyciągać, wyciągać szybko!! Połowa spalona, połowa niedopieczona. Nie ma to jak stary nieszczelny piekarnik gazowy. Nigdy jakiegoś większego problemu nie stanowił , bo Kowalska ciast nie piecze, i z założenia i z zamiłowania do jakiejś linii ciała….

Ale mus to mus. Kolejna partia. Kolejny przypał.

W końcu Kowalska pojechala do hipermarketu, kupiła gotowe ciasto do rozwałkowania, wycięcia form i upieczenia .

Rozwałkowała, wycieli wszyscy po jednym kształcie, resztę Kowalska. Z formy? Nie. Wycięła to, na co fantazja i umiejętności pozwoliły.

Upiekło się jakoś. Różnie. Ale jest.

Lukier.

Przepis z Internetu.

Nie wyszło.

Zamiast fajnego bielejącego lukru wyszła pyszna baza do lizaków

Trudno, jakoś tym trzeba pokryć.

Dzieci udekorują, nie będzie problemu.

A Kowalska obiecała sobie, że następnym razem serce z jakim podejdzie do pieprzonych ciasteczek będzie nie tylko w foremce.

Podziel się tym z innymi 🙂

Dodaj komentarz