Oczekiwania kontra rzeczywistość część 2

Żwirowa-plaża-bliska_426-19323081Przyszedł już taki moment w roku, że wypadałoby pomyśleć o wakacjach.  W piątkę najlepiej. I najlepiej na kilka dni pod rząd, co by zdążyć odpocząć po podróży, zaaklimatyzować się i zdążyć odpocząć (po tym przystosowywaniu się) przed podróżą powrotną. A po powrocie trzeba jeszcze odpocząć po odpoczynku, bo z dziećmi wiadomo nie odpoczniesz…

No dobra, planujemy. Dzieciom to wszystko jedno kiedy pojadą, ale Kowalskim nie. Najpiękniejsza przecież wyda na świat potomstwo, gdzieś w lipcu, więc Kowalska będzie sama w pracy i urlopu na kilka dni pod rząd nijak wziąć się nie da. Dobra, jakoś to ogarniemy.

Kowalski na pytanie – “kiedy będziesz miał urlop” odpowiada -“nie wiem”. I zaplanuj coś teraz w piątkę. Może nie brać go pod uwagę? A może zaplanować i zmusić, żeby wziął urlop we właściwym terminie?

Potem przypomina się Kowalskiej, że dzieci mają wakacje dwumiesięczne a Kowalscy muszą chodzić do pracy, więc trzeba na te całe dwa miesiące coś dzieciom zorganizować, opiekę na przykład chociażby. No Junior ze Smykiem niby już sami sobie dadzą radę, ale jakoś Kowalskiej nie uśmiecha się wynoszenie komputerów do pracy rano i przynoszenie ich wieczorem, tylko po to, żeby szanowne Potomstwo nie spędziło całych wakacji przed ekranem, chociaż mogłoby przecież, bardzo chętnie, a jakże. Ale nie, nie, nie. Nic z tego, drogie Dzieci.

No, ale w zasadzie można kiedykolwiek je do swojego i Kowalskiego urlopu przyłączyć. O, jednak nie. Trzeba wziąć pod uwagę kiedy Babcia Nutka może wziąć wolne od pracy zawodowej, i oddać się pracy dla dobra przyszłych pokoleń. Zawsze to tydzień planowania mniej 🙂

I pojadą sobie Kowalscy wypoczywać. Jasne. Niby co to takiego, trójka dzieci i dwóch dorosłych… Poradzą sobie śpiewająco. Tak, Kowalska jak co roku, będzie śpiewać wraz z radiem, żeby rozładować irytację. Bo chociaż każde niby samodzielne, to jednak jakoś nie. Chodzą spać o różnych porach,, rano wstają o różnych porach, na śniadanie każdy chce co innego i za każdym razem co innego. Na obiad? Nie zajdziesz do knajpy, w której nie ma frytek czy pizzy, więc ostatecznie ciągle ta sama jadłodajnia i prawdopodobnie i tak będzie pizza, bo jak każdemu coś zamawiać, z myślą, że nie wiadomo czy zjedzą, to zbankrutować idzie. A i posiłek przedłuża się w nieskończoność, bo okazuje się, że Smyk albo Gwiazdka ciągle jeszcze nic nie zjedli, chociaż Kowalskim i Juniorowi już nosem wychodzi dojadanie po młodszych i nadal trzeba coś domówić i poczekać aż przyniosą z kuchni i poczekać aż zjedzą niejadki.

I już obraz sielankowego wczasowania pada w ruinę. Można sobie wyobrażać, że jedziemy z dziećmi na morze na przykład. Rano szybkie śniadanko, potem plaża do południa, potem szybki obiadek  znowu plaża, albo spacer. Że siedzisz w swoim grajdołku a dzieci pluskają się w falach (tylko przy brzegu oczywiście), albo budują zamki z piasku, w czym bierzesz udział, jeśli chcesz, albo nie, jeśli nie chcesz.

Ale nie. Nie ma tak dobrze. Już podróż sama to przeżycie. A to pić, a to siku, a to papierosa 😉

Dojeżdżasz. Zanim wypakujesz manatki – gul ci urośnie. Dzieci rozpierzchną się po parkingu, czymś zainteresują i ciężko zebrać je do kupy i zaprowadzić na miejsce przeznaczenia. W pokoju przeznaczonym też zanim się ogarniesz, już dzieci z nudów prawie że tynk ze ścian oskubią.

Na plaży nie posiedzisz. Jeden buduje, drugi pływa, trzeci zwiedza… Wszystkich trzeba mieć na oku. Stoisz więc jak surykatka i nadzorujesz. Pokrzykujesz, zawracasz, rozdzielasz, godzisz, zachęcasz, aż wreszcie jesteś tak upieprzona, że nawet nie chce Ci się tego wszystkiego na fotkach uwieczniać… I jeszcze musisz pilnować, żeby cię słońce równomiernie brało a nie tylko na plecach lub tylko z lewej strony 🙂

Pora obiadowa, ten zrzędzi, ten się buja, ten eksploruje teren, za tym gonisz z widelcem, za tamtym z chusteczką, tu siku, tu sama byś już coś zjadła, tu się wylało, tu spadło, tu – jak to nie można solniczki lizać?!

Wieczory. Na wakacjach jest zasada, że jak się napijesz tak się wyśpisz. Z dziećmi małoletnimi się nie napijesz… I nie wyśpisz. Kolacja. Wymyślaj. Albo nie głodni, bo przecież po obiedzie były jeszcze i gofry i lody, a o 22-ej “Mamo! brzuch boli z głodu!”

Kładziesz spać, a w zasadzie, sami się kładą. “Ups, muszę do toalety”. Za gorąco, za zimno, swędzi, bo coś ugryzło, pić, jeszcze pić, o, nie umyłem zębów, nudno, poczytaj, chcę spać z tobą. “Mamo a on, Mamo a ona” “To nie ja”

Może jednak w tym roku nigdzie nie jechać? Może odpuścić? Nie żyjemy wiecznie, ale za rok też są wakacje i może wtedy, bardziej spokojnie? Już wszyscy będą doroślejsi, więcej będą rozumieć zakazów, nakazów i powinności. I starszych odrobinę mniej trzeba pilnować 🙂 Odrobinę.

Podziel się tym z innymi 🙂

2 komentarzy do “Oczekiwania kontra rzeczywistość część 2

Dodaj komentarz