Mordercze impulsy

Ponoć każdy miewa mordercze impulsy. Póki są bardzo sporadyczne i oczywiście póki się im nie ulega, wszystko mieści się w szeroko pojętej “normie”.

Kowalska przypomina sobie jeden taki raz, jakieś osiem lat temu, kiedy bliska była popełnienia tego strasznego czynu. Na świat przyszedł Smyk i w odróżnieniu od Juniora, który od trzeciego miesiąca życia spał snem sprawiedliwego, Nowy Członek Rodziny budził się dosłownie co 15 minut. Kowalska bała się przewrócić z boku na bok, podczas gdy Smyk spał w swoim łóżku, ponieważ Maluch natychmiast miał otwarte i oczy i gębę. Samo położenie się do łóżka zajmowało Kowalskiej kilkanaście minut, bo musiała przemykać tak, żeby nie rzucać cienia, żeby nie wywołać najmniejszego poruszenia powietrza ani nie wydać najmniejszego szelestu nawet (a kolana Kowalskiej skrzypią od kilkunastu lat). Tej nocy Smyk przesadził. Darł się dosłownie co chwila i zasypiał dokładnie na dwie minuty. Biorąc pod uwagę, że wszystkie noce wyglądały podobnie, Kowalska była pozbawiona minimum snu potrzebnego do przeżycia. Literatura wspomina, że porządny niedobór snu wywołuje w człowieku agresje.

Tej nocy było apogeum. Kowalska chwiejnym krokiem podchodziła do łóżeczka, tuliła, lulała, odkładała, mikroruchami kierowała się ku pościeli… wstawała, tuliła, lulała, karmiła… kierowała się ku pościeli… wstawała, tuliła, karmiła, lulała… Wreszcie Smyk zasnął tak, że istniała możliwość półgodzinnego zdrowego, zbawczego snu… I wtedy Kowalska usłyszała hałas. Hałas, który spowodował, że Smyk się uaktywnił wrzeszcząc dziko, a  przemęczona Matka miała wizję siebie wbijającej długi śrubokręt w kogoś/coś wydającego te dźwięki. Okazało się, że to żółw poszukuje pożywienia wśród kamieni na dnie swojego akwarium, przepychając je głową w różnych kierunkach, a one obijają się o szyby. Hałas się potęgował, a Kowalska półprzytomna czuła jak potęguje się chęć zabicia zwierzęcia…. A wystarczyło po prostu “skorupiaka” nakarmić 🙂

Zaniepokojonym Kowalska donosi, żółw żyje do tej pory i ma się dobrze.

IMG_3866

Kolejny raz Kowalska poczuła silną potrzebę mordowania kilka dni temu.

Kiedyś słyszała dowcip.

Właściciel kota: Panie, już nie wiem co mam z tym kotem zrobić? Wyjdzie z kuwety i tyłek wyciera o podłogę.

Przypadkowy doradca: Przykleić trzeba papier ścierny do podłogi. Powinno pomóc.

Kilka dni później.

Przypadkowy doradca: I co? Podziałało?

Właściciel kota: Panie! Jeszcze jak! Jak się kot w przedpokoju rozpędził, to pod lodówkę same oczy dojechały.

Co za bzdura – pomyślała Kowalska, która nigdy w życiu nie widziała kota ciągającego tyłkiem. Psa i owszem, i to nie jeden raz. Ale kota? Nigdy.

Nigdy do zeszłego czwartku. Wraca Kowalska do domu, człapie z zakupami do kuchni i stanęła jak wryta. Kocia kupa rozmazana w siedem zygzaków, ozdobiona co chwilę bobkiem, a na końcu ścieżki Posypka w akcji.

I Kowalska miała mieszane uczucia. W pierwszym odruchu chciała do tego bobkowego wzoru dorzucić jeszcze malowniczy “haft”, a w drugim zamordować winowajczynię!

Zaniepokojonym Kowalska donosi, że kot żyje i ma się dobrze.

IMG_1625

Podziel się tym z innymi 🙂

2 komentarzy do “Mordercze impulsy

Dodaj komentarz