Era wulgaryzmów

twarz-ciszy-z-krzyżem-jako-ustach_318-60169Kowalska w pracy. Ręce w kremie końcowym. Telefon dzwoni. Niania. Trzeba odebrać. “Pani wybaczy, ale Niania, może coś ważnego”.

Niania: Muszę ci to opowiedzieć, bo nie wiem jak zareagować. Smyk chciał pić. Byłam zajęta, więc mu mówię, żeby poszedł do kuchni i sobie sam nalał. W końcu potrafi, duży jest już. Smyk na to, że zmęczony, że nie da rady, że coś tam. Uparłam się i w końcu poszedł. Okazało się, że woda limonkowa wyszła. I słyszę: Oż, ku… mać. Zamurowało mnie. Zrobiłam pogadankę i nie wiem czy dać teraz jakiś szlaban czy co?”

Kowalska wróciła do domu. Przyciągnęła Smyka blisko siebie. ” Chcesz mi może o czymś opowiedzieć?”

Smyk ociągając się i nerwowo przebierając nogami ” Taaaak, powiedziałem dziś brzydkie słowo. Takie co się kończy na – wa.”

Kowalska: I co w związku z tym?

Smyk: I głupio mi teraz i się denerwuję. I nie wiem jak to wyszło, że mi się wymknęło.

No dobra, skrucha jest, kary nie ma. Ale…

Wymknęło się. To dobre. Wiadomo, że wypowiedziane z pełną premedytacją. Powszechne wszędzie. Słyszane milion razy naokoło. Nic dziwnego, że weszło sobie niepostrzeżenie do słownika dziecięcego. Słyszy się to w sklepie, za rogiem, na podwórku, w szkole niestety również. Ludzie przyzwyczaili się w ten prosty sposób wyrażać niezadowolenie. Owszem, są takie momenty, kiedy po prostu nic innego nie pasuje, kiedy nie jesteś w stanie rozładować się bez wulgaryzmu rzuconego w powietrze. Ale. Jest ale. Nie na każdym kroku. Nie jako przerywnik wszystkich opowieści bez względu na nacechowanie emocjonalne. Rzucam sobie bluzgami na lewo i prawo, stanowią przerywnik, znak, że się nad czymś zastanawiam, znak, że nie dosłyszałem, a nawet, że jestem wręcz ucieszony zaistniałą sytuacją. Potwierdzenie: noż ku… jasne, że tak. Ironiczne: Nie, kur… ufoludki przyniosły świeże bułki ze sklepu. Wszechobecne. No pohamujmy się trochę, troszeczkę. Żeby dzieci nie czuły, że to jest normalna, oficjalna forma wyrażania swojej opinii.

Kowalska wygłosiła w kierunku Smyka krótką i zwięzłą przemowę na temat wulgaryzmów, Gwiazdka przysłuchiwała się temu zaciekawiona. Godzinę później przybiega do kuchni:

Gwiazdka: Mamooo? A można mówić “lol” i ” O, my God?”

Mama po chwili zastanowienia (Nie wzywaj na daremno, ale po angielsku… ujdzie): Można.

Gwiazdka: Jupiiii! Chłopaki! Mama pozwoliła mówić “O, my God!”

Mętlik w dziecięcej głowie.

A Juniorowi dawno temu wystarczyło raz jeden powiedzieć, że słowa dzielą się na ładne, brzydkie i neutralne. Pokazać przykłady. Więcej się nie powtórzyło. Nigdy. Ale to Junior a Junior jest bardzo zasadniczy.

Podziel się tym z innymi 🙂

Dodaj komentarz